piątek, 18 października 2013

S. King "Carrie"

Dla Carrie olałam swoją kolejkę książek i sięgnęłam po nią głównie przez to, że niebawem w moim mieście będzie można obejrzeć ekranizację tej powieści. Dodatkowo nie mogłam sobie odmówić przeczytania debiutanckiej książki Stephena Kinga, który może nie jest moim ulubionym autorem, ale lubię czasem sięgać po jego powieści. 

Otóż Carrie White jest inna niż jej rówieśnicy. Nie chodzi na imprezy i nie interesują jej chłopcy; jest zamkniętą w sobie nastolatką będącą obiektem kpin i żartów kolegów. Jej matka jest fanatyczką religijną i wszędzie dopatruje się grzechów - nawet w tym, że jej córka zaczęła dojrzewać. Pewnego dnia Carrie zdobywa się na odwagę i wbrew matce wybiera się na bal. Tam również pada ofiarą okrutnego żartu. Jednak tym razem rozpętuje się piekło, bo nikomu nawet nie przeszło przez myśl, że dziewczyna może być telekinetką. Jej złość, żal i strach odbije się nie tylko na jej oprawcach, ale również na osobach postronnych...

W pierwszej części powyższej powieści wynudziłam się jak mops, bo była to typowa opowieść o amerykańskich nastolatkach, którzy niebawem mają skończyć szkołę. Mamy tam całą paletę uczniów - od tych bogatych i popularnych, poprzez zwykłych niczym niewyróżniających się uczniów po...Carrie - kozła ofiarnego w szkole. Jak już wspomniałam przez długi czas męczyłam się z tą powieścią - wydawała mi się kolejną bardzo sztampową historią o nastolatkach z nadprzyrodzonymi zdolnościami. Jednak znam już trochę twórczość Kinga i wiem, ze jego powieści często rozkwitają po połowie i wtedy potrafią niesamowicie wciągnąć. Tak było i tym razem. W pewnym momencie jakby coś pękło i akcja zaczęła się szybciej rozwijać, a autor wciąż dorzucał coś co sprawiało, że trudniej było mi się oderwać od czytania. Było dużo krwi, strachu i paniki. Tak sobie myślę, że ta opowieść jest trochę efektywna, ale w tym sensie, że pisana pod mniej wymagających odbiorców (co nie znaczy, że to jest złe - bo każdy potrzebuje od czasu do czasu książki przy której nie będzie musiał myśleć, a która podziała na wyobraźnie). 
W moim przypadku lektura Carrie dobrze mi zrobiła. Ostatnich kilka dni było dla mnie bardzo stresujące i mało przyjemne, a ta powieść pozwoliła mi się przenieść do innego świata, który zaabsorbował mnie na tyle, że oderwałam się przynajmniej na chwilę od myślenia o tym co się dzieje wokół mnie. 
Jestem bardzo ciekawa ekranizacji tej powieści i mam nadzieję, że film mnie nie zawiedzie, chociaż z tego co widziałam na zwiastunie jest sporo różnic, ale może być ciekawie;)

14 komentarzy:

  1. Kusi mnie spotkanie z twórczością autora, ale nie mam pewności,czy moja tchórzliwa natura pozwoli mi dotrwać do końca

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie czytałam książki, ale film chętnie obejrzę, gdyż wydaje się gwarantować dreszczyk emocji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka też taka jest;], a książka moim zdaniem działa jeszcze bardziej;)

      Usuń
  3. Na Stacji Sto Słów też ostatnio bogato w "Carrie" - wczoraj recenzja książki, a dziś filmu, tak więc zapraszam jeśliś ciekawa moich wrażeń po seansie :-D /PW

    OdpowiedzUsuń
  4. Moja pierwsza książka Kinga :) Czytałam ją jak byłam w gimnazjum i bardzo mocno utożsamiałam się z główną postacią jeśli chodzi o relacje szkolne, te z rodziną miałam lepsze niż Carrie. Nie jestem pewna czy obejrzę film, z doświadczenia wiem, że filmy na podstawie Kinga to często muł i wodorosty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie jakbym czytała ją w gimnazjum to też utożsamiałabym się z Carrie jeżeli chodzi o relacje w szkole, bo te z rodziną też faktycznie miałam lepsze niż ona;). A z ekranizacjami jest tak, że zazwyczaj są gorsze niż książki;)

      Usuń
  5. Moja ulubiona książka Kinga i jedna z trzech, które mi się podobały, bo tak to poraz Kinga mnie okrutnie nudzi :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba King po prostu tak ma - raz lepiej, raz gorzej;].

      Usuń
  6. Fakt, Carrie to taki horror młodzieżowy o młodzieży. Mnóstwo tego typu filmów już zrobiono. Ale książkę mimo wszystko bardzo dobrze się czyta. Z tego co pamiętam mnie w niej irytowało, że King powtarzał opisy wydarzeń, żeby uwidocznić sytuację z wielu punktów widzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie bardziej irytowało to, że była ona podobna do książek typu "Pamiętniki wampirów", albo "Zmierzch"...a przynajmniej te opisy z życia nastolatków...

      Usuń
    2. Trzeba pamiętać, że to początki w twórczości Kinga.Polecam np. "Sklepik z marzeniami". Albo jego opowiadania, jeśli wolisz krótsze, bardziej treściwe formy.

      Usuń
    3. dlatego byłam wobec tej książki wyrozumiała;)

      Usuń