czwartek, 5 września 2013

Lisa Kleypas, "Wołanie miłości"

Książki odgrywają w moim życiu bardzo ważną rolę. Od kiedy pamiętam w moim domu zawsze było ich pełno. Najpierw moja mama gromadziła ich całkiem spore ilości, a teraz moja domowa biblioteczka ma szansę pobić na głowę tą maminą. 

Kilka ostatnich lat było dla mnie bardzo trudnych. Wiele się zmieniało - włącznie z miastami i krajem, w którym mieszkałam i pracowałam. Jednak podczas tych lat jedyne co pozostawało niezmienne to książki, które zabierałam w każdą podróż niezależnie od tego jak daleko jechałam. Literatura stała się dla mnie czymś w rodzaju małej odskoczni i prywatnego terapeuty - i to całkiem darmowego;). 

Nie mam ulubionego rodzaju powieści, ponieważ zawsze wybieram typ książki w zależności od tego jaki mam nastrój i na co akurat naszła mnie chęć;]. W ostatnim czasie padło na romans, bo potrzebowałam czegoś lekkiego i przyjemnego, co zrelaksowałoby mnie z chaosie zmian i zwiększonego stresu. Na liście powieści, na moim czytniku wciąż wisiało Wołanie miłości, które od jakiegoś czasu niemalże błagało o to by w końcu je przeczytać. Ostatnio nadszedł jego czas - w końcu:). 

~*~

Kiedy sięgałam po Wołanie miłości spodziewałam się lekkiej rozrywki, która oderwie mnie od stresującej codzienności. Ot kolejne puste romansidło - myślałam i początek historii faktycznie na takowy się zapowiadał. Ale od początku...
On outsider zamieszkały z dala od swoich stron i znienawidzony przez miejscowych ludzi. Ona ma narzeczonego z dobrej rodziny, bez którego nie wyobraża sobie życia. Jednakże życie pisze dziwne scenariusze, które często najbardziej zadziwiają nas samych. Kiedy ścieżki Lucindy i Heath'a się zetknęły już na zawsze miały biec równolegle. Pożądanie, jakie w nich wezbrało na nowo napisało miłosną historię pełną wzlotów i upadków, która o dziwo wciąż mnie zaskakiwała. Z pozoru to nie mogło się udać, jednak okazało się, że miłość znajduje drogę jeżeli tylko da się jej szansę...

Opowieść zawartą w tej książce ciężko jest nazwać ambitną, jednakże sama zdziwiłam się jak dobrze charakteryzuje pewne cechy kobiecego charakteru. Cóż - nie oszukujmy się, niektóre rzeczy pozostają niezmienne, niezależnie od czasów, w jakich przyszło nam żyć. 

Chyba każda z nas chce być kochana i doceniana, a przede wszystkim zauważana przez mężczyznę swojego życia. Wołanie miłości opowiada właśnie o tym. Mamy tu historie miłosne (łącznie z wątkiem głównym), które nie raz rozpadały się, albo były na skraju rozpadu, w momencie, kiedy któryś z partnerów zamykał się na tego drugiego, albo kierował się tylko sobie znanymi pobudkami.

Nie spodziewałam się, że napiszę coś takiego zaczynając czytać powyższą książkę, ale w pewnym sensie utożsamiałam się z główną bohaterką. Wiedziałam jak mogła się czuć w momencie kiedy przeżywała sytuacje, w których mogła stracić mężczyznę, którego kocha. Znałam smak tęsknoty i powrotów, których ona doświadczała oraz bliskości ukochanego mężczyzny. Wiedziałam jak smakuje zazdrość, którą przeżywała i świadomość, że może znaleźć się jakaś inna kobieta, dla której jej partner może ją opuścić....

Własnie zaczęłam się zastanawiać co się ze mną stało, że tak bardzo ta powieść do mnie przemówiła - czy to starość czająca się za progiem; a może miłość, która podobno zaburza nie tylko pracę hormonów, ale przede wszystkim rzuca na mózg czarodziejskie zaklęcie, przez które człowiek zmienia się nie do poznania...

Cóż niezależnie od tego co sprawiło, że ta książka stała się jedną z moich ulubionych (chociaż przypuszczam, że talent autorki jest tu nie bez znaczenia), to wiem, że pewnie jeszcze nie raz po nią sięgnę i to z przyjemnością;). Ciekawa jestem jak spojrzę na fabułę za kilka miesięcy, a może lat...możliwe, że będę się śmiała z tego jak ją dziś odebrałam, ale wiem jedno - nie żałuję, że ją przeczytałam. 

Czas spędzony na lekturze tej powieści był ciekawym czasem, który o dziwo coś wniósł do mojego życia i chociażby dlatego śmiało mogę Wam ją polecić. 

Na początku pisałam Wam, że spodziewałam się lekkiej rozrywki po tej książce...jednak nie zawsze taką była... 

Aha i jeszcze jedno...w książce jest kilka pikantniejszych fragmentów. Na szczęście nie zalatują tandetą czy też wulgaryzmem. To moim zdaniem zawsze jest jakimś atutem tej książki;). 

Cóż rozpisałam się za bardzo, ale jakoś nie mogłam się powstrzymać;). Mam nadzieję, że mi to wybaczycie. 
A tymczasem życzę Wam dobrej nocy...nie wiem jak Wy, ale ja jutro wstaję bladym świtem:/

4 komentarze:

  1. A w moim rodzinnym domu, tylko ja czytałam książki:) Na dodatek moja mama się śmiała, że jedyną dla mnie karą jest ich zabranie na jakiś czas:):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz...na szczęście u mnie nie ma tego problemu i półka pełna książek nikogo nie dziwi;)

      Usuń
  2. Mimo zachęcającej recenzji raczej nie sięgnę po tę książkę, bo to zupełnie nie moje klimaty. Ale sama recenzja bardzo ciekawa. :) :)
    Serdecznie pozdrawiam i czekam na kolejne recenzje! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie to książka, która zalicza się do typowo kobiecej literatury, więc to jest jak najbardziej zrozumiałe;)

      I cieszę się, że moje wypociny się komuś spodobały:)

      Usuń