sobota, 21 września 2013

Jak to kopytka zainspirowały mnie do nauki gotowania...

Jak wiele kobiet dużo rzeczy nauczyłam się gotować przy mamie, babci lub innych kobietach w rodzinie. Jednak mimo mimowolnej nauki w domu nie wykazywałam większych chęci do rozwijania swoich umiejętności kulinarnych (bądź co bądź nikogo jeszcze nie zatrułam i nikt się nie żalił na perturbacje żołądkowe po moich kuchennych rewolucjach). 

Jak to w życiu bywa nadszedł czas, w którym przyszło mi wyprowadzić się z domu - a raczej to rodzina wyprowadziła się ode mnie w zupełnie inne miejsce, chociaż w obu przypadkach wychodzi na jedno...mianowicie na to, że mieszkam sama (no dobra mam współlokatorkę, a od października dojdzie kolejna osoba;]). 

Obecnie jak sama nie zadbam o to, żeby było uprane, ugotowane i posprzątane nikt o to nie zadba, zatem musiałam zainteresować się chociażby takimi prozaicznymi czynnościami jak przygotowywanie posiłków tym bardziej, że zanosi się na to, że mogę niebawem mieć własną rodzinę (o zgrozo!) i o nią zadbać;]. 

Dlatego też postanowiłam, że nie ma, że boli - muszę nauczyć się robienia nowych rzeczy - przecież sama czasem mam na coś ochotę czego nie umiem/nie umiałam zrobić, a co czasem robiła mama, więc trzeba było się przełamać. 

Swego czasu naszło mnie na kopytka. Po tekście mojej mamy, że zawsze daje wszystkiego na oko postanowiłam sięgnąć po nieco inną pomoc i zajrzałam do Kuchni polskiej autorstwa Hanny Szumanderskiej. Tam znalazłam bardziej konkretną podpowiedź;]

A zatem potrzebujemy: 
  • 1 kg ugotowanych ziemniaków, 
  • 2 jajka,
  • 250 - 300 g  mąki pszennej,
  • 1 - 2 łyżki mąki ziemniaczanej,
  • sól
Przygotowanie:

Ugotowane ziemniaki przepuszczać przez maszynkę (ja takowej nie mam więc po prostu utłukłam ziemniaki;]), dodać mąkę, wbić jajka, posolić, wyrobić ciasto. Stolnicę posypać mąką, toczyć wałeczki wielkości palca, lekko spłaszczyć, kroić ukośnie, wrzucić kluski na osolony wrzątek. Gotować w dużej ilości wody. 
Podawać ze skwarkami, topionym masłem lub jako dodatek do pieczeni.

Ja lubię też takie z zasmażką;]. Poza tym tak sobie myślę, że np. z sosem grzybowym też by były dobre;); a poza tym ja robię trochę większe te wałeczki niż podane w cieście, a co za tym idzie same kopytka są większe. 
Niby prosty przepis, ale ja bardzo się cieszę, że nauczyłam się czegoś nowego.  



A na koniec przypominam o konkursie: http://mojportret.blogspot.com/2013/09/konkurs.html

6 komentarzy:

  1. ja uwielbiam kopytka, ale nie one zainspirowały mnie do gotowania :) pysznie wyglądają...aż narobiłaś mi ochoty... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w sumie u mnie prozaiczna rzecz, ale podziałała:)

      Usuń
  2. Gratuluję małego sukcesu kulinarnego:) Kopytka wyszły bardzo apetyczne!

    OdpowiedzUsuń
  3. Sukces zawsze sprawia przyjemność ;D. Pamiętam jak ja się cieszyłam jak udało mi się srobć pierwsze kotlety mielone.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie - takie małe sukcesy cieszą. Niby nic, a jednak człowiekowi lepiej;))

      Usuń