czwartek, 25 lipca 2013

Misz masz, czyli o tym jakie wrażenie wywarł na mnie "Jeździec znikąd" i odrobina prywaty na koniec

Moim zdaniem Johnny Deep jest niekwestionowanym atutem, każdego filmu, w którym gra. Dlatego też jak tylko zobaczyłam zwiastun Jeźdźca znikąd stwierdziłam, że nie ma bata i muszę iść na to do kina. 

Film był reklamowany jako coś wyprodukowanego przez twórców Piratów z Karaibów, więc z tyłu głowy miałam, że być może produkcja będzie miała nieco wspólnych cech z Piratami...jednak nie myślałam, że aż tyle...

Niemniej zacznieijmy od początku. 
Akcja kręci się wokół tego, że Stróż Prawa na Dzikim Zachodzie wraz z Indianinem Tonto chcą pomścić swoich towarzyszy. Obaj stanowią skrajnie odmienne osobowości i każdym z nich kierują inne motywy działań; co czyni ten duet niepowtarzalnym. Na pierwszy rzut oka wszystko wskazuje na to, że nie może im się udać, jednakże dla wspólnego celu starają się dogadać i połączyć siły. Na początku nie żywią do siebie sympatii, aczkolwiek w w miarę rozwoju akcji możemy zaobserwować w jaki sposób zmieniają się ich relacje, i o dziwo obaj jakoś dają radę;)
Jeździec znikąd to dla mnie taka kolejna wersja Zorra pomieszana z westernowską wersją Piratów z Karaibów, co niestety wywołało u mnie wrażenie, że to wszystko już gdzieś kiedyś było, a szkoda:(. Tu nawet Tonto jest dla mnie indiańską wersją Jacka Sparrowa, a niektóre z końcowych scen do złudzenia przypominają swoje odpowiedniki z czwartej części Piratów z Karaibów - ten kto oglądał oba filmy być może zauważył podobieństwa. Dodatkowo sam film trwa ponad dwie godziny przez co mnie ciągnął się niesamowicie:(...
Ale wiecie ja jestem tylko laikiem i nie znającym się na kinie szaraczkiem...może po prostu nie doceniam kunsztu tego filmu...a może po prostu autorzy polecieli po najniższej linii oporu i nie chciało im się tworzyć czegoś bardziej oryginalnego od historii, którą  już kiedyś wymyślili. Bo w końcu po cóż się wysilać skoro można przerobić coś, co  już się nakręciło?? No, ale cóż. Mimo to nie żałuję, że byłam na tym w kinie, tym bardziej, że mogłam spędzić kilka chwil z Rafałem. Poza tym chociaż na trochę mogłam oderwać się od zamętu dnia codziennego i zapomnieć o tym co w ostatnim czasie tak bardzo mnie stresuje

Tak poza tym nawet nie macie pojęcia jak bardzo się cieszę, że ten tydzień się kończy. Był on dla mnie bardzo trudny pod względem psychicznym - dużo stresu, życiowych zawirowań, chaosu i szczypta lekarskich badań... Ale też zdarzyło się wiele dobrych rzeczy, otwarło się nieco drzwi prowadzących do samorozwoju, a ja uwierzyłam, że czasem warto walczyć o swoje, nawet pomimo tego, że najbliżsi nie wierzą w powodzenie naszych działań...ja uwierzyłam, że warto i trzeba walczyć o swoje! Mimo wszystko...
Dodatkowo zamówiłam sobie z Chocolissimo czekoladę do picia i jest przepyszna...szczególnie ta jedna...ale to już temat na inną notkę. 

10 komentarzy:

  1. Chciałam właśnie zobaczyć ten film ze względu na Johnego. Co do Piratów to dla mnie istnieje tylko pierwsza część a resztę wypieram ze swojej świadomości. Czyli już wiesz co z tą pracą, nie za bardzo chcę się dopytywać, jak będziesz chciała to napiszesz sama.
    Jak na razie nie mam zbyt dużego zaufania do czekolad do picia bo zawsze trafiam albo na jakieś rozwodnione paskudztwa albo dostaje po nich koszmarnych mdłości i bólów brzucha.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja się trochę zawiodłam na tym, filmie, więc lepiej jak poczekasz jak będzie w tv, albo dotrzyj do niego w jakiś inny sposób;)
      P.S. Wygląda na to, że wybrali kogoś innego:(, ale trudno się mówi i żyje sie dalej

      Usuń
  2. Szkoda, że pojechali po całości - i z fabułą podobną i nawet z aktorem tym samym ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie - trochę nie warto na niego iść do kina, ale cóż...

      Usuń
  3. czyli koniecznie muszę ten film obejrzeć. Uwielbiam Jony Deepa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też...w sumie on podnosi poziom każdego filmu jaki by nie był;)

      Usuń
  4. Gdy w środę szłam do kina, to zastanawiałam się też nad tym filmem. Ostatecznie wybrałam "Wielkie wesele" i ubawiłam się setnie! A do tego wzruszyłam kilka razy :) Jeźdźca obejrzę kiedyś online :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to Ci się udało;), a Jeździec to jest do obejrzenia chyba tylko w online, albo telewizji, bo jest za słaby, żebyna niego iść do kina.

      Usuń
  5. Uwielbiam Deppa i z ciekawości obejrzę ten film, ale nie będę miała co do niego jakichś wysokich oczekiwań :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to jak tak, to całkiem możliwe, że będziesz zadowolona - w końcu Deep robi swoje;]

      Usuń