poniedziałek, 15 lipca 2013

Andrzej Zieliński, "Skandaliści w koronach. Łajdacy, rozpustnicy i głupcy na polskim tronie"

W mojej karierze edukacyjnej chyba miałam pecha do historyków. Przedmiot, którego uczyli jawił mi się jako nudny zbitek dat, nazwisk i faktów. Jednakże od jakiegoś czasu moją niechęć do historii wywołaną niezbyt dobrymi nauczycielami zaczęły przełamywać książki (no bo w sumie cóż innego;p). 


Jakiś czas temu trafiłam na książkę pt.


Skandaliści w koronach. Łajdacy, rozpustnicy i głupcy na polskim tronie. autorstwa Andrzeja Zielińskiego. 


Autor pisze o sprawach, które w sumie powinny być oczywiste ze względu na to, że każdy wie, iż na dworach panowała bardziej rozwiązła atmosfera i wielu dworzan (i władców) nie cofnęło się przed najgorszymi nawet czynami. Mam jednak wrażenie, że przez wyidealizowany obraz historii, który jest nam przekazywany często nie mamy świadomości tego, że i nasi monarchowie byli tylko ludźmi - wraz ze swoimi słabościami, pragnieniami i pokusami.

Naginanie historii do własnych potrzeb, a nawet jej upiększanie ma bardzo długą i bogatą tradycję w naszym kraju. Naszych królów i ich czyny idealizowali nadworni kronikarze tacy jak Gall Anonim, Wincenty Kadłubek czy Jan Długosz. A czasach kiedy traciliśmy niepodległość pozwalało to przywoływać dawnych monarchów z całą listą ich wspaniałych zalet i czynów. Zresztą nawet w podręcznikach do historii zwykle poprawiało się wizerunki naszych władców, gdyż nie pasowało to do budującej wizji naszych dziejów czy też zdaniem autorów nie zasługiwało na pamięć. 

Zieliński w swojej publikacji zrywa kilka zasłon i pokazuje, że obok czynów, którymi bez wątpienia mogli się poszczycić nasi władcy był też cały szereg skandali i zbrodni czy też czynów, które można najzwyczajniej nazwać głupotą. W Skandalistach w koronach... autor stara się zmusić nas do refleksji i zweryfikować poglądy na nasze dzieje i monarchów, którzy rządzili naszym państwem. 

Przyznam się Wam, że na początku czytania tej książki żałowałam, że nie robiłam sobie notatek i rozpiski jeżeli chodzi o panowanie i pokrewieństwo postaci, które opisuje autor. W tym wszystkim można łatwo się pogubić szczególnie osobom, które tak jak ja są wzrokowcami i nie mieli szczęścia do nauczycieli.  A przecież Zieliński dodatkowo wspomina również o osobach, o których wielu z nas mógł najzwyczajniej w świecie nie usłyszeć na lekcji historii;]. Dlatego też ta pozycja wymagała ode mnie większego skupienia, ale z czasem było już tylko łatwiej;).
Andrzej Zieliński ostatecznie pogrzebał moją idealizację wszelakich postaci historycznych. Do tej pory żyłam w złudnych przekonaniach wpojonych mi przez nauczycieli, a które szczęśliwie zostały obalone przez kilkoro autorów ukazujących nasze dzieje jako wynik działań ludzi, którzy posiadali takie jak my wady i byli wystawieni na pokusy, którym mogli ulegać ze względu na swój społeczny status oraz majątek, który posiadali. 
To zadziwiające ile w naszej historii było walk bratobójczych, królobójstw, zdrad małżeńskich, klątw rzuconych przez wysokich hierarchów Kościoła i śmierci...na syfilis;]. Książkę pochłonęłam z przyjemnością i poza kolejką;p...jakoś tak nie mogłam się jej oprzeć i miałam rację. Moim zdaniem Skandaliści w koronach... są idealną lekturą zarówno dla historycznych laików, jak również dla tych co wiedzą nieco więcej, chociażby ze względu na pewne perełki jeżeli chodzi o naszą historię. 
Ja z przyjemnością sięgnę po inne pozycje Zielińskiego i mam nadzieję i na niektóre z nich już ostrzę sobie pazury. Pozostaje mi mieć nadzieję, że znajdę te publikacje i będę mogła pomóc stopnieć moim ostatnim obiekcjom jeżeli chodzi o historię naszego państwa...

6 komentarzy:

  1. Chociaz za historia nie przepadam, to na ta ksiazke mam chetke ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też, ale jak się dobierze odpowiednie książki to i historia jest całkiem znośna;)

      Usuń
  2. Autora kojarzę, pewnie musiałam przeczytać w którymś momencie jego książkę lub artykuł. A w szkołach to wbija nam się wyidealizowany obraz władców Polski, to nic, że Bolesław Chrobry zgwałcił księżniczkę kijowską, nic, ze Kazimierz Wielki nieźle nabroił w Węgrzech już nie wspominając o bracie Bolesława Krzywoustego, przecie to wielcy władcy byli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, Wielki nawet wyrzutów za to nie miał, a przecież tyle osób zginęło przez niego, chociaż oczywiście go próbowano tłumaczyć;p. Ale takie rzeczy chyba wiedzą tylko studenci historii, albo ludzie, którzy trafią na takie informacje przez przypadek.

      Usuń
  3. Uwielbiam historię, a takie smaczki prosto od królewskiej rodziny z chęcią wynajduję :D Polecam książki S. Kopra, bardzo przyjemnie facet pisze o takich sprawach :-)

    OdpowiedzUsuń