środa, 30 stycznia 2013

3 rzeczy, z którymi ciężko jest mi się rozstać

Są rzeczy, bez których ostatnio nie wyobrażam sobie dnia, i które wciąż targam ze sobą gdziekolwiek bym nie szła. Ostatnio mój wyjściowy ekwipunek jest dość nietypowy jak dla kobiety bo poza posiadaniem w torbie kosmetyków, telefonu i portfela zaczęły pojawiać się w nim takie przedmioty jak

3. Aparat fotograficzny - moja rzeczywistość staje się dla mnie nieustannym źródłem inspiracji do wielu rzeczy. Często zdjęcie zrobione jakiś czas temu np. staje się idealne do notki. Poza tym często dzieje się coś co warto udokumentować, bo później zdjęcia stanowią ciekawą dokumentacje działań podejmowanych przez ludzi, z którymi się widuje. Tak jest jeżeli chodzi o wolontariat czy o moich Stalowych Czytaczy.

2. mp3
Bez swojej mp3 nie ruszam się już prawie nigdy i prawie nigdzie. Nie wyobrażam sobie podróży czy pieszego pokonywania większej odległości bez słuchania jakiegoś audiobooka, albo muzyki. Zatem nie obrażajcie się na mnie jeżeli nie będę słyszeć jak mówicie mi cześć na ulicy...mogę po prostu nie słyszeć;)

1. książka
Z książkami nie mogę się rozstać prawie nigdy. Zabieram je prawie wszędzie - do łóżka, na spacer, do stołu itd. Zawsze mam jakąś w pobliżu, bo w końcu nie wiadomo, kiedy może mi się przydać prawda? Zresztą tak to już jest, że jak się robi coś niemalże nałogowo to ciężko jest się z tym rozstać...

A Wy macie coś charakterystycznego dla Was z czym niemalże się nie rozstajecie?

P.S. Zapraszam do polubienia FanPage bloga >>>KLIK<<< - czasem tam łatwiej jest coś do Was napisać;)

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Olga Rudnicka "Drugi przekręt Natalii"

Twórczość Olgi Rudnickiej poznałam dzięki lekturze powieści Natalii 5. Po przeczytaniu tej książki wiedziałam, że jeszcze nie raz sięgnę po coś autorstwa wspomnianej przed chwilą pisarki. Przeczytałam już większość powieści Rudnickiej, dlatego też z radością sięgnęłam po jej najnowszą powieść zatytułowaną Drugi przekręt Natalii.
Z siostrami Sucharskimi spotykamy się dwa lata po wydarzeniach opisywanych w Natalii 5. Cała piątka wciąż mieszka razem w domu odziedziczonym po ojcu, jednakowoż w życiu i wyglądzie bohaterek nieco się pozmieniało. Mimo to ich charaktery pozostały niezmienne - nadal kłamią, kombinują, działają na własną rękę i stają za sobą murem jeżeli zajdzie taka potrzeba; a co najważniejsze są w tym coraz lepsze. 
Tym razem w mieszkaniu zaprzyjaźnionego z Sucharskimi starszego pana zostają znalezione zwłoki. Starszy przyjaciel sióstr znika i nie wiadomo czy został zamordowany czy się ukrywa. Natalie odziedziczają jednak spadek po Zawadzie (wyżej wspomnianym przyjacielu rodziny), co jest powodem zamieszania wokół Sucharskich.

Ci z Was, którzy poznali już tytułowe bohaterki wiedzą, że tych kobiet nie da się opanować, a tym bardziej zrozumieć;). Już oddzielnie każda ma wyjątkową osobowość, a razem potrafią stanowić mieszankę wybuchową. Wszelakie próby ogarnięcia sióstr Sucharskich kończą się fiaskiem - w każdym bądź razie starania ich partnerów dotyczące okiełznania charakterów tychże kobiet zawsze  mają tragiczne skutki dla mężczyzn;). Nie da się ukryć -  Natalie potrafią strasznie irytować, jednak z drugiej strony ciężko ich nie lubić. Każda z bohaterek ma coś w sobie, co przyciąga do niej czytelnika, a obserwując ich wspólne poczynania można liczyć na dobrą zabawę i poprawę humoru. To jak radzą sobie bohaterki powieści będziecie musieli sprawdzić sami, ale możecie być pewni - nudzić się nie będziecie. 
W innych notkach dotyczących twórczości Olgi Rudnickiej zapewne wspominałam, że pisarka nie tworzy ambitnej literatury, ale też odnoszę wrażenie, że jej powieści mają takie być. Po prostu autorka pisze lekkie książki, które czytelnikom mają zapewnić dobrą rozrywkę, a nie zmuszać do myślenia. Pod tym względem zarówno Drugi przekręt Natalii jak i każda inna powieść tejże pisarki spełnia swoje zdanie. W każdym bądź razie po Rudnicką sięgam zawsze kiedy chcę sobie poprawić humor lub mam ochotę na lekką i zabawną powieść. Drugi przekręt Natalii nie zawiódł moich oczekiwań. Dlatego też jeżeli lubicie Rudnicką to polecam z czystym sumieniem obie książki o siostrach Sucharskich (Natalii 5 oraz Drugi przekręt Natalii); a jeżeli jej jeszcze nie znacie, to sięgnijcie tym bardziej. 

czwartek, 24 stycznia 2013

"Nie dotykaj" Jarosława Wasika

Jak wiecie Jarosław Wasik jest artystą, którego odkryłam kilka miesięcy temu. Jakiś czas temu pisałam Wam o jednej z Jego płyt, która nazywa się Fabryka Nastrojów. Dziś chciałabym się z wami podzielić moją opinią o płycie Nie dotykaj.
Kiedy pisałam Wam o poprzedniej płycie tego artysty tak na prawdę wciąż jeszcze oswajałam się z Wasikiem. Fabryka nastrojów wzbudziła moją sympatię, jednak Nie dotykaj zauroczyła mnie niesamowicie. Może dlatego, że w dużej mierze odnosi się do tego, co aktualnie dzieje się w moim życiu.
A czegóż takiego dotyczy ta płyta?
Otóż mam wrażenie, że utwory na niej zawarte tworzą swoistą całość opowiadającą o zaufaniu i szczerości w związku, jak również o barierach występujących między dwojgiem zakochanych w sobie ludzi; oraz ich tęsknotach, codzienności i strachu przed bliskością. W Nie dotykaj dopatruję się też opowieści o bliskości między zakochanymi/kochającymi się osobami oraz rozgrywającymi się między nimi subtelnościami. Uff...trochę tego jest i mam nadzieję, że nie pominęłam niczego co miałam na myśli;) Powyższa płyta trafia do mnie bardziej niż Fabryka nastrojów. Może dlatego, że w moim życiu pojawił się człowiek, który przewrócił moje życie do góry nogami i całkiem szybko stał się dla mnie ważny. Generalnie nie mogę ukryć, że kawałki zamieszczone na tej płycie uderzają tam gdzie powinny - przynajmniej w moim przypadku. Dodatkowo kojący głos Jarosława Wasika sprawia, że właśnie  Nie dotykaj niejednokrotnie wybieram na pigułkę uspokajającą po chaotycznym i stresującym dniu...coś czuję, że jeszcze długo i często będę słuchać tej płyty - przynajmniej do chwili, w której moje życie znów wkroczy na inny tor...

środa, 23 stycznia 2013

"To piekielne kino" W. Kuczok.

Jak już wspominałam ostatnio w moim towarzystwie zaczęli pojawiać się ludzie, którzy interesują się filmem/kinem*, co w pewnym sensie zmotywowało mnie do nadrobienia zaległości w tej dziedzinie. Jak już zapewne wiecie przejawia się to u mnie w oglądaniu filmów. Jednakże nie pogardzę również książką dot. wiedzy o kinie czy literatury okołotematycznej. Dlatego też podczas jednej z ostatnich wizyt w bibliotece sięgnęłam po To piekielne kino autorstwa Wojciecha Kuczoka
Kuczok wierzy, że sztuka powinna wykraczać poza powszechnie uznane normy, obyczaje i hierarhie wartości. Dlatego też nie może jej objąć żaden kodeks wartości. Autor wierzy również w sztukę filmową jeden z najbardziej interesujących sposobów prowadzenia istotnych rozmów. To piekielne kino jest świadectwem odwagi ze względu na to, iż podejmuje takie tematy jak: pornografia czy obrazy śmierci obecne w kinie. Ta powiastka przezentuje opinie Wojciecha Kuczoka z czasu pracy nad scenariuszem oraz na planie filmu Pręgi. 

Myślę, że dla mnie nie był to dobry wybór jak na początek zagłębiania wiedzy o kinie i filmie. Ze względu na to, że powyższa książka napisana jest nie tylko trudnym językiem, ale również czułam, że nie mam wystarczającej wiedzy o tym, żeby w pełni zrozumieć To piekielne kino. A może wystarczyłoby tylko napisać tą powieść w bardziej przystępny sposób, żeby ułatwić jej zrozumienie takim żółtodziobom jak ja? Nie wiem. Zapewne dowiem się jak będę bardziej ogarniać temat;). W każdym bądź razie myślę, że napisanie jej w bardziej zrozumiały sposób ułatwiłoby mi sprawę;).  Generalnie uważam, że Pan Kuczok trochę się zapędził jeżeli chodzi o styl literacki i trochę przekoloryzował pewne rzeczy (tak przynajmniej sądzę po tych fragmentach, w których w pełni ogarniałam to o czym pisze autor) Jednak jest coś co doceniam w Tym piekielnym kinie. A mianowicie cenne jest to, że autor zwrócił mi uwagę na kilka filmów, które warto obejrzeć i odważnie podszedł do tematów, które często traktowane są po macoszemu lub stanowią filmowe tabu. W końcu skoro lubię sięgać po poetów przeklętych to dlaczego mam nie sięgnąć po przeklęte filmy? Pozycja jest (jak to zwykłam mawiać) broszurkowych rozmiarów, więc nie zabiera dużo czasu;). Możliwe, że do niej wrócę jak będę pewniej poruszać się w tematyce, której dotyczy;]
*niepotrzebne skteślić

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Ch. Bronte "Profesor" - subiektywna opinia

Sióstr Bronte nie trzeba specjalnie przedstawiać żadnemu molowi książkowemu. Mam wrażenie, że od momentu wejścia na polski rynek niedostępnych jeszcze książek sióstr autorki Wichrowych Wzgórz nastąpił boom na znajomość prozy tychże pisarek. 
Przy okazji wizyty w bibliotece niemalże cudem znalazłam Profesora Charlotte Bronte oraz Lokatorkę Wildfell Hall Anne Bronte

Nie tak dawno skończyłam czytać pierwszą z dwóch wyżej wymienionych powieści. Profesor jest pierwszą książką Charlotte Bronte, wydaną w Anglii dopiero po śmierci autorki. Jest to historia William'a  Cromsworth'a - młodego mężczyzny, który wszystko co ma zawdzięcza swojej pracy. Główny bohater po tym jak odrzucił swoje arystokratyczne dziedzictwo wyjeżdża do Brukseli, gdzie zaczyna pracować jako nauczyciel języka angielskiego w szkole z internatem dla panien. Jeżeli wierzyć opisowi Profesor zawiera wątki autobiograficzne autorki, która tak jak jej bohater nauczała j. angielskiego w jednej z brukselskich szkół i zakochała się w żonatym właścicielu szkoły. 
Powyższa powieść jest zarówno powieścią o miłości, jak również opisem relacji damsko - męskich, które w epoce wiktoriańskiej niejednokrotnie sprowadzały się do walki o dominację.

Dla mnie powieści autorów XIXw. są cennym źródłem informacji o tamtejszych czasach oraz obyczajach ówczesnych ludzi. Często przy lekturze książek z tamtego czasu uświadamiam sobie jak wiele się zmieniło od tamtej pory i jak długa droga jeszcze przed nami. Jednak przeważnie dzięki takiej lekturze doceniam czasy, w których przyszło mi żyć. 
Profesor to powieść, w której dopatrzyłam się tego, iż kobiety, które potrafią snuć intrygi oraz wykazują się pewnego rodzaju sprytem i przebiegłością mają większe szansę na zrobienie kariery, tudzież odpowiedniego ustawienia się w życiu. Ciche szare myszki rzadko mają szanse na to, by znaleźć odpowiednią pracę, piąć się po szczeblach kariery, czy znaleźć odpowiedniego kandydata na męża. Mam wrażenie, że to nie zmieniło się od wieków. Kobiety musiały wypracować sobie sprytne sposoby na to, jak odnaleźć się w świecie męskich zasad. Poza tym mam wrażenie, że od wielu lat istnieją niezmienne cechy, które są mile widziane przez mężczyzn u kobiet. Często są to cechy, które rodzą we mnie sprzeciw, ponieważ moim zdaniem ograniczają kobietę np. do pełnienia roli opiekunki domowego ogniska. Wciąż to na kobiecie zwyklej spoczywa obowiązek dbania o dom. Fakt, że to zaczyna się powoli zmieniać na rzecz stosunków partnerskich nie bardzo poprawia sytuację. Wciąż słyszę o sytuacjach, w których, jak coś się dzieje źle to odpowiedzialność za to ponosi kobieta, która w opinii innych na pewno zrobiła coś nie tak, skoro np. małżeństwo się rozpada. Może myślę stereotypami, ale niestety nadal słyszę o wielu takich przypadkach...no, ale w każdym bądź razie jest to temat na oddzielną notkę. 
Wracając do powieści Charlotte Bronte.
Dla mnie jest to historia bardzo podobna do tej opisanej w Agnes Grey autorstwa Anne Bronte, tylko napisana w alternatywnej wersji z perspektywy męskiego bohatera. Dla mnie nawet styl obu autorek jest rażąco podobny. Dlatego też czytanie Profesora nie przysporzyło mi takiej przyjemności jaką miałam w przypadku czytania Agnes Grey. Poza tym myślę, że autorka stworzyła historię pełną uprzedzeń do innych narodowości oraz wyznawców innych wyznań niż główny bohater. To mi się bardzo nie podobało. Jednak byłam w stanie to jakoś przełknąć, bo tolerancja dla osób, które mają inne poglądy od naszych nadal nie jest naszą mocną stroną. 
Wcześniej pisałam, że powieści takie jak te sióstr Bronte pozwalają mi docenić swoją epokę, ale teraz tak sobie myślę, że w pewne rzeczy zostały jednak niezmienne mimo to, że czasy ponoć inne...

sobota, 19 stycznia 2013

Cyberstalker, reż. Curtis Crawford - kilka słów o filmie.

Stalking to zjawisko, o którym wciąż mówi się zbyt mało - przynajmniej w mojej opinii.  Stalkerzy w pewien sposób wciąż pozostają bezkarni, dlatego też uważam, że jak najbardziej ważne jest, aby mówić o powyższym zjawisku jak najczęściej. 
Jedną z form dotarcia do szerszego grona odbiorców jest film. Jakiś tydzień temu miałam okazję obejrzeć film Cyberstalker - produkcja świeża, bo film jest z 2012 roku. 

Na początku filmu jesteśmy świadkami jak internetowy prześladowca gnębi młodą dziewczynę oraz utrudnia życie jej rodziny. Pewnej nocy włamuje się do jej domu i zabija jej rodziców. Na szczęście dziewczyna przeżywa, ale zmuszona jest zmienić tożsamość i żyć w ukryciu, co samo w sobie jest trudne, ponieważ wiąże się z licznymi ograniczeniami. W filmie następuje przeskok czasowy, gdyż po pamiętnej nocy poznajemy losy Aiden Ashley trzynaście lat później. Kobieta ma męża, robi karierę i ma niewielu znajomych. Radzi sobie jak umie, jednak internetowy prześladowca wraca...

Cyberstalkerowi można zarzucić wiele - chociażby przewidywalność i (wg. mnie) przerysowanie pewnych relacji interpersonalnych. Jednak dla mnie ten film jest bardzo ważny ze względu na to, iż pokazuje jak bardzo stalker może utrudnić życie swojej ofierze - jak bardzo może być zafiksowany na jej punkcie i jak wiele może zrobić, żeby ją dopaść. Powyższy obraz poniekąd zmusza do zastanowienia się nad tym co robimy i na swój sposób skłania do ostrożności. Moim zdaniem jest to lekki film, który spokojnie można obejrzeć w weekend, albo w jeden z tych długich zimowych wieczorów, które nie skłaniają do aktywności na świeżym powietrzu. 

Jeżeli jesteście ciekawi np. obsady zapraszam >>>TU<<<
A po zwiastun zapraszam >>>TU<<< - uwaga, jest on w j. angielskim. 
Oglądaliście już może ten film?

czwartek, 17 stycznia 2013

N. Sparks "I wciąż ją kocham" (audiobook)

Audiobooki zagościły w moim życiu pod koniec zeszłego roku. Szczerze mówiąc na początku podchodziłam do nich dość sceptycznie lecz postanowiłam spróbować się przełamać. Dzięki temu mogłam zapoznać się m. in. z powieścią I wciąż ją kocham Nicholasa Sparksa.

Tym razem przy wyborze audiobooka nawet nie zwróciłam zbytniej uwagi na lektora. Bardziej zależało mi na zapoznaniu się z nowym autorem, do którego przymierzałam się już dawno. Jednak okazało się, że pan Grzegorz Mielczarek równie dobrze mógłby mi czytać książkę telefoniczną, a ja za słuchałabym tego z przyjemnością:). Nie wiem jak Wy, ale ja tak mam, że lubię słuchać głosu niektórych ludzi, bo mają w sobie coś takiego co sprawia, że mi się podobają chętnie ich słucham. Tak było w przypadku pana Mielczarka:). Może dlatego moje pierwsze spotkanie ze Sparksem nie było tak traumatyczne jak mogłoby być. Ale zacznijmy od początku.

Wielu z Was zapewne kojarzy już tą historię, ale gwoli przypomnienia chcę tak w skrócie napisać o czym jest ta powieść. Otóż John'a wychowywał autystyczny ojciec, co sprawia, że jego dzieciństwo nie było łatwe. Główny bohater będąc dzieckiem nie do końca rozumiał zachowanie ojca, a w okresie dojrzewania zaczyna się buntować, co swoją drogą jest nieodłączną przypadłością nastolatków. Jednak w pewnym momencie John zaciąga się do wojska. Armia sprawia, że chłopak dorośleje i zaczyna zmieniać podejście do  wielu spraw - w tym także do ojca. Kiedy wraca na urlop do domu poznaje Savannah, w której zakochuje się z wzajemnością. Dziewczyna sprawia, że w młodym żołnierzu dokonują się kolejne pozytywne zmiany, a co najważniejsze zaczyna też rozumieć swojego ojca i dogadywać się z nim. Jednak John musi wracać na służbę i tu pojawia się problem, gdyż stacjonuje w Europie. Jednak dwoje młodych ludzi postanawia walczyć o uczucie, które zrodziło się pomiędzy nimi i postanawia do siebie pisać. W końcu John ma kontrakt, który niebawem ma się skończyć. Jednak po zamachu na WTC główny bohater zaciąga się do wojska raz jeszcze. Kiedy pisałam o ekranizacji tej książki wspomniałam też, że Savannah wychodzi za mąż i to nie za John'a. Jeżeli chcecie poznać motywy działania bohaterów książki i to czy główny bohater będzie miał jeszcze szanse odzyskać ukochaną kobietę to sięgnijcie...
Jednak muszę Was uprzedzić, że sama historia jest banalna, naiwna i dość przewidywalna. Myślę, że może się spodobać głównie nastolatkom i osobom, które poszukują czegoś odmóżdżającego np. po ciężkiej sesji egzaminacyjnej;p. Ja jednak mam nieco inne oczekiwania względem tego typu powieści. Nie lubię takiej cukierkowatości w historiach i potrzebuję nieco ostrości, żebym mogła być zadowolona z lektury. Jednak tak sobie myślę, ze obok dobrego lektora przez tą historię pomógł mi przebrnąć okres świąteczny, który sprawia, że raczej mam ochotę sięgać po coś mało wymagającego. Zresztą w trakcie świątecznych przygotowań często można mnie było spotkać ze słuchawkami na uszach, bo tylko tak mogłam mieć jakikolwiek kontakt z książkami w tym czasie. 
Reasumując
Książka wg. mnie jest przeciętna, mimo dobrego lektora. Natomiast forma audiobooków coraz bardziej przyjmuje się w moim życiu. Może dlatego, że czasem łatwiej mi sięgnąć po dźwiękową formę książki. Do Sparksa raczej nie wrócę, bo jakoś nie przypadliśmy sobie do gustu tak jak chociażby z Evansem. Jednak jeszcze chętnie sięgnę po jakiegoś audiobooka...tym bardziej, że moje życie nabrało nowych barw i zupełnie innego rytmu, przez co ciężej mi jest sięgnąć po tradycyjną książkę.

czwartek, 10 stycznia 2013

Lew biblioteczny;), czyli o książkach przytarganych z biblioteki;)

Dzisiaj zawitałam do biblioteki z książkami do oddania i wyniosłam tylko cztery:
Od góry:
1. J. London Martin Eden
2. Ch. Bronte Profesor
3. A. Bronte Lokatorka Wildfell Hall
4. E - E Schmitt Kobieta w lustrze

Trzy ostatnie książki wzięłam do ręki odruchowo jak tylko weszłam do biblioteki, w obawie, że mi je ktoś zgarnie sprzed nosa;p. Niestety tak to już jest, że jak tylko zobaczę nazwisko określonych autorów, to działam instynktownie i po prostu biorę daną powieść o ile jej jeszcze nie czytałam;p. Tradycyjnie zrobiłam sobie rundkę po bibliotece i zgarnęłam jeszcze Martina Edena. Zapewne wzięłabym jeszcze coś gdyby nie fakt, że część przygarniętych książek ma sporą objętość, a jeszcze przecież dwa egzemplarze recenzenckie są w drodze;p
A Wy przytargaliście ostatnio do domu coś ciekawego?

wtorek, 8 stycznia 2013

"Kiedy byłem dziełem sztuki" E - E Schmitt

Kiedy byłem dziełem sztuki to trzecia powieść Erica - Emmanuela Schmitta, którą miałam okazję przeczytać. Muszę przyznać, że lubię tego pisarza coraz bardziej i wiem, że będę brała do ręki wszystkie jego powieści, na które trafię. Dlaczegóż? A no dlategóż, że moim zdaniem Schmitt podejmuje bardzo ważne tematy pisząc o nich w niezwykły i bardzo przystępny sposób. 
Kiedy byłem dziełem sztuki opowiada o człowieku, który zmęczony przeciętnością swojego życia chce popełnić samobójstwo. Stojąc na krawędzi stromego zbocza poznaje artystę, który proponuje mu, żeby stał się...rzeźbą. Od tego momentu życie niedoszłego samobójcy zmienia się diametralnie - traci on swoją wolność i godność...staje się rzeczą, która nie ma nic do powiedzenia, a wręcz zostaje pozbawiona swojego człowieczeństwa. 
Czytając powyższą powieść mogłam skonfrontować się z pewnymi zagadnieniami, zadać sobie pewne pytania, które nigdy nie przyszłyby mi na myśl. A mianowicie jak daleko jesteśmy się w stanie poświęcić dla sztuki? Co się musi stać, że jesteśmy w stanie dobrowolnie ubezwłasnowolnić się w imię czegoś, czego tak na prawdę nie można nazwać sztuką? Gdzie są granice człowieczeństwa? Jak bardzo mamy prawo ograniczać człowieka w imię sztuki, albo czegokolwiek innego? Itd. 
Kiedy byłem dziełem sztuki to moim zdaniem powieść o akceptacji i szukaniu sensu życia - czegoś, co sprawiłoby, że w naszych oczach zyska na wartości i będziemy chcieli je przeżyć. Jednak z drugiej strony ta opowieść sprawia, że zaczynamy wyraźniej dostrzegać pewne absurdy pojawiające się w naszym świecie i co gorsza wielu z nas oswoiło się z nimi na tyle, że przestaje się nad nimi zastanawiać.
Dla mnie Kiedy byłem dziełem sztuki to jedna z ważniejszych powieści, które przeczytałam, bo skłoniła mnie do docenienia tego, że mogę za siebie decydować i sprawiła, że nabrałam dystansu do kilki spraw, a co za tym idzie sztukę będę odbierać już nieco inaczej. Zatem bardzo polecam:)

wtorek, 1 stycznia 2013

Olga Rudnicka "Zacisze 13 Powrót" - kilka subiektywnych słów:)

Chciałabym Wam na początku podziękować za życzenia:) Mam nadzieję, że Wasz Sylwester był lepszy od mojego - chociaż ja nie mogę narzekać:)). 
Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją kolejnej książki:)

Jak już pewnie zauważyłyście polubiłam Olgę Rudnicką, po którą sięgam zawsze kiedy chcę sobie poprawić  humor. Tak się składa, że święta i koniec roku to był dla mnie bardzo stresujący czas. Dlatego też muzyka i książki pełniły w moim życiu funkcję terapeutyczną... Wraz z końcem roku nieoczekiwanie zamknęłam za sobą pewien etap w życiu. Wiem, wiem - brzmi banalnie i sztampowo. Ale ja na prawdę zrobiłam krok milowy w swoim życiu co paradoksalnie było dla mnie z jednej strony trudne i stresujące, a z drugiej jak przyszło już co do czego do pewne rzeczy przychodziły mi łatwo...tak jakby to było dla mnie chlebem powszednim. No ale mniejsza o to...miało być o książce, a nie o moich zmianach w życiu;p.

Zacisze 13. Powrót jest kontynuacją powieści Zacisze 13
Martę i Anetę spotykamy rok po wydarzeniach, które raz na zawsze odmieniły ich życie. Jednak dopiero teraz ostatecznie będą musiały zmierzyć się z ich konsekwencjami. Wszakże dwa nieboszczyki zamurowane w piwnicy są niemałym utrapieniem - dlatego też w końcu nasze główne bohaterki postanawiają się ich pozbyć. Jednakże, gdyby dwa trupy w piwnicy były jedynym problemem Marty i Anety byłoby zbyt łatwo...sprawy komplikują się w momencie, kiedy na Zaciszu pojawia się wścibska sąsiadka, regularnie wzywająca policję na interwencję do sąsiadów. W dodatku Marta i Aneta są prześladowane przez szantażystę;]. W niniejszej powieści jest jeszcze kilka pewnych splotów wydarzeń, które są...zabawne. Tak, tak moi Państwo zabawne. Zresztą każdy z Was, kto zna Olgę Rudnicką wie, że jest to autorka raczej czarnych komedii niż kryminałów. Zatem w tej i w innych powieściach, aż roi się od wydarzeń, które w moim przypadku często powodują wybuchy śmiechu. Trzeba oddać autorce to, że stworzyła całkiem fajną historię, która sprawiła, że nie umarłam ze stresu i zdenerwowania przez ostatni tydzień;p. Wścibska starsza sąsiadka rozwaliła mnie na łopatki, bo Rudnicka stworzyła ją tak genialnie, że nie mogło być inaczej. Ten kto zna taką starszą kobietę na pewno zrozumie o co chodzi jak tylko pozna tą postać - w tym wypadku nie mogłam odpuścić sobie porównań do dość specyficznych starszych pań, które już znam:)
Zacisze 13 Powrót bardzo poprawiało mi humor - szczególnie w ostatnich dniach i pomogło mi się uporać z tym co się działo w moim życiu. W każdym bądź razie nie zdziwiłoby mnie to, jakby moi znajomi w trakcie ubiegłej imprezy doszli do wniosku, że albo za dużo wypiłam, albo porwali mnie kosmici, którzy zrobili mi pranie mózgu...chociaż jak popatrzyłam na całe 3 zdjęcia jakie udało nam się zrobić w trakcie imprezy, to raczej ta druga opcja wchodziłaby w grę (przynajmniej w opinii moich znajomych). A ja miałam tylko podwyższoną ilość hormonów szczęścia...
Jak już wspominałam nie jest to wysokich lotów literatura. Nie ma jakiegoś szczególnego przesłania, ale jest to dla cenna powieść chociażby z tego względu, że towarzyszyła mi w małej rewolucji zachodzącej w moim świecie. W każdym bądź razie jak się domyślacie polecam Wam tą historię obiema łapkami...zresztą jak inne powieści Rudnickiej:)

Życzenia

Idź własną drogą, bo w tym cały sens istnienia, aby umieć żyć...
M. Balcar

Moi Drodzy:)
kiedy piszę ten post jestem świeżo po Sylwestrze z moimi najbliższymi znajomymi. Jednak mimo to chcę napisać Wam kilka słów.
Nowy rok wielu z nas kojarzy się z nowym rozdziałem, nowymi planami i możliwościami. Zapewne są wśród Was tacy, którzy z Nowym Rokiem chcą zacząć coś od nowa, albo przynajmniej kontynuować to co zaczęli. W każdym bądź razie jest to moim zdaniem szczególny czas.
Dlatego też chciałabym Wam życzyć, aby w roku 2013 otaczali Was ludzie, którzy zasługują na Wasze towarzystwo i uwagę. Poza tym życzę Wam wielu wyzwań i wytrwałości w dążeniu do celu; ciekawych książek do przeczytania; doświadczeń, które będziecie mogli wspominać z sentymentem i siły w pokonywaniu przeszkód, w dążeniu do celu. 
Niech nadchodzący rok będzie dla Was szczęśliwy.
Miejcie odwagę spełniać Wasze marzenia i zabierzcie się za to już dziś;)
Wasza 
Natalia Katarzyna:)

P.S. Mam nadzieję, że nie napisałam tu bredni;p