wtorek, 6 listopada 2012

koniec z imprezami...myślę zawsze wracając w niedzielę rano do domu;p

W moim życiu był czas, w którym nienawidziłam imprez, ponieważ uważałam, że przychodzą na nie ludzie, którzy nie potrafią sobie znaleźć sensownego zajęcia, które wypełniłoby im nudę. Poza tym  było tam dla mnie za tłoczno i zbyt głośno. Jednakże kiedy odkryłyśmy normalny klub, w którym nie ma małolatów i burd bywałam tam ze znajomymi bardzo często, a w okresie wakacji praktycznie tydzień w tydzień. Po kilku tygodniach znałyśmy bardzo dobrze charakter klubu. Doskonale wiedziałyśmy, że dj ma swoją playlistę, którą ewentualnie nieznacznie modyfikuje raz na tydzień. Kiedy wchodziliśmy do klubu machaliśmy na przywitanie znajomym stałym bywalcom i zajmowaliśmy naszą lożę - przeważnie trafialiśmy na jedną i tą samą. To, że czułyśmy się jak u siebie dodatkowo wzmagał fakt, że nawet obsługiwał nas jeden i ten sam barman, który po pewnym czasie wiedział już, która co pije;p

Jednakże ostatnio coś się zmieniło.
W naszej imprezowni zrobili remont!
Każdy z nas był ciekawy jak to wszystko wyjdzie, co się zmieni i czy dj przestanie grać to co zwykle i w końcu co tydzień będzie jakieś urozmaicenie.
No i pozmieniało się...
Wystrój jest zupełnie inny - bardziej przypomina dyskotekę; a ostatnio otworzyli dodatkowe piętro (tak zwaną strefę VIP). Myślę, że własnie dlatego było tam więcej ludzi. No i osobiście zauważyłam, że zaczyna się coś tam zmieniać w ludziach, przez co to miejsce przestaje przypominać same siebie i traci w moich oczach pewien urok, który posiadało, jak było bardziej kameralne.
Nigdy nie miałyśmy jakichś większych niemiłych niespodzianek w swojej imprezowni jednakże ostatnio nieco zepsuło nam humor dwóch patafianów. Ale od początku;p
Pierwszy jak jeszcze był trzeźwy zaczął zarywać do jednej z koleżanek. Każda stwierdziła ok...może fajny koleś, ale i tak był pod nieustanną obserwacją - wszak przysiadł się do naszej loży, gdzie miałyśmy nasze rzeczy (w tym pieniądze i klucze do domu w naszych torebkach). Kiedy się podpił przyplątał się jeszcze jego kolega i mimo to nie robiłyśmy jeszcze problemu - ponieważ oni sami zachowywali się w miarę w porządku. Ale problem zaczął się wtedy kiedy ten pożal się Boże amant zaczął nam podpijać piwo, w momencie kiedy były "czystki" w loży i osoba pilnująca rzeczy nie wiedziała które piwo jest czyje, natomiast drugi zaczął się podejrzanie zachowywać. Przy kulturalnych próbach spławienia tych dwóch kolesi nie osiągnęłyśmy żadnych efektów. W końcu zarzuciłam hasło, żeby iść po ochronę - no bo co...boimy się o nasze rzeczy, kolesie są niebezpieczni i nie wiadomo czy nam czegoś nie ukradną, jak tylko stracimy czujność, a jeszcze to znikające jakimś cudem piwo... Panowie z ochrony okazali się być bardzo mili i zareagowali natychmiast, co okazało się być bardzo uspokajające:). W efekcie do końca imprezy miałyśmy spokój:D
Jednak dodatkowym faktem potwierdzającym, że to już nie jest nasz klub było jeszcze kilka osób, które swoim zachowaniem wzbudzały ogólny niesmak, ale nie chcę się rozwodzić i nad tym, żeby z rana nie psuć sobie humoru. 
Ale wiecie co?
Kiedy zagrali twista i rock and roll'a pomyślałam sobie jednak, że to wciąż jest mimo wszystko nasz klub, w którym wciąż można się odstresować i potańczyć (tym bardziej, że w razie czego ochrona natychmiast interweniuje), a kiedy spotkałam dodatkowych znajomych zły humor spowodowany wcześniejszym incydentem gdzieś się ulotnił. Wszelakie rzeczy, które mnie uwierały zrzuciłam na karb przypadku i tego, że już nie jestem taka młoda jak na początku moich wizyt w tym miejscu. A jeszcze jak podszedł do nas nasz barman nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że mimo wielu zmian to miejsce jeszcze długo w jakiś sposób będzie sprawiać, że mój stres gdzieś wyparuje.
Czy tam wrócę?
Pewnie tak - wszelakie zapewnienia o tym, że to był ostatni raz w tamtym miejscu, bo czara się przelała są w naszym przypadku tylko czczym gadaniem. A za tym przemawia chociażby fakt, że coraz później wracam z tych imprez;p. Ostatnio jak kładłam się spać po takim wypadzie było ok. 4:40 nad ranem:), a rano (w okolicach 10 czy 11) wstałam odstresowana i pełna energii i o to chodziło;)

P.S. Wiem, że zaniedbałam się ostatnio z czytaniem i recenzjami książek, ale potrzebowałam kilku dni bardziej rekreacyjnego niż intensywnego czytania. Ale to się zmieni...na pewno;)

13 komentarzy:

  1. Oj ja w ogóle na imprezy nie chodzę, nie przepadam za klubami, zresztą nie umiem tańczyć i czuję się skrępowana w takich miejscach.
    Sytuacja, którą opisałaś niefajna, ale całe szczęście, że ochrona sprawnie zareagowała.
    No jasne, cały czas czytać nie można, są inne zajęcia :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też kiedyś tak miałam - do czasu jak trafiłam na ten klub. Wiem, że czuję się tam bezpiecznie, mimo takich sytuacji jak ta, która zdarzyła się nam ostatnio...

      Usuń
  2. I dobrze, bo świat nie kończy się na czytaniu książek:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mi nadal z imprezami nie po drodze. Ja raczej idę na piwo z kimś, żeby pogadać, tańce nie dla mnie. Drewno jestem. :( Ale w sumie, jak trochę więcej wypiję, to nie jest źle. Tylko że rzadko piję. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. heh, mnie z bycia drewnem wyleczył właśnie ten klub:) - więc może właśnie dlatego mam do niego szczególny sentyment;p. Chociaż też chętnie chodzę z kimś na piwo niż na imprezę. Ale dobra impreza od czasu do czasu dobrze mi robi;p

      Usuń
  4. Ja już pewnie pisałam, że znacznie bardziej wolę domówki. Ale kto wie, czy nie trafię kiedyś na Swój klub :)

    E tam, książki są cudowne, ale i od nich czasami trzeba odpocząć :)

    OdpowiedzUsuń
  5. ja tez miałam swój ulubiony klub, od którego zaczynałam przygodę z imprazami i w którym spędziłam swoją młodość :D ale nie wiem co komuś strzeliło do łba- zrobili remont, co im wyszło w sumie na niekorzyść, bo stracili przez to większość bywalców.... a chciałabym żeby było tam znów jak za dobrych czasów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj tak, w naszym klubie po remoncie też nie jest już tak samo...nie dziwie się, jak i my za jakiś czas stamtąd odejdziemy, bo ten klub przechodzi straszną metamorfozę:/, ale mimo wszystko są tam jeszcze elementy, które przypominają mi starą atmosferę...

      Usuń
  6. "Już nie jestem taka młoda" :D

    Coś czuję, że byśmy niejednego twista wywinęły w tym klubie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak niestety zaczęłam czuć swoją "starość" po kościach;p

      A poza tym jak twierdzisz, że dobrze byśmy razem się bawiły to Ci wierze - pewnie szalałybyśmy całą noc;p

      Usuń
    2. W razie gdybyś była gdzieś w Trójmieście, to wiesz :D

      Usuń
    3. Naturalnie, że dam znać...tak samo jakbyś Ty była gdzieś w Rzeszowie, albo Sandomierzu to spodziewam się tego samego;)

      Usuń