piątek, 30 listopada 2012

Akcja nakrętka;p

Wolontariat to coś co raz na jakiś czas dość intensywnie mnie zajmuje - przysparza stresów, siwych włosów i nowych zmarszczek...ale tak na prawdę później pamięta się tylko uśmiechy, życzliwych ludzi i wspaniałe doświadczenia.
Dzisiaj mieliśmy transport nakrętek do punktu skupu, do którego przygotowywaliśmy się co najmniej tydzień. Trzeba było umówić transport, załatwić ludzi do pomocy (co okazało się najtrudniejsze), przywiesić na bramie informację z prośbą o przeparkowanie samochodów tak, żeby żadnemu nic się nie stało i załatwić jeszcze kilka spraw. 
Wczoraj przez ponad godzinę z kolegą zwoziłam nakrętki z biura do magazynu. Po drodze rozmawialiśmy o wszystkim: o tym co robimy, co studiowaliśmy, o naszych wspólnych znajomych, wolontariacie i kulturze. W między czasie śmialiśmy się i żartowaliśmy...osobiście nie odczułam, że to nasze pierwsze spotkanie. Znałam Go dosłownie kilka chwil (dzięki koleżance, która mi Go podesłała do pomocy;p), a rozmawiałam z Nim jak z dobrym kolegą. Muszę przyznać, że często w kontaktach z nowymi znajomymi czuję się skrępowana - nie wiem jak się zachować i co mówić. A tu wszystko przyszło naturalnie. Może dlatego, że D. jest bardzo sympatycznym i otwartym człowiekiem...to bardzo pomaga;p. 
Natomiast dzisiaj był najbardziej stresujący dzień. Bałam się, że o czymś zapomniałam, coś pominęłam, albo, że coś pójdzie nie tak. Jednak w większości dzień minął nam na przerzucaniu nakrętek z magazynu na samochód. Poznałam mamę i siostrę dziewczyny, której pomagamy - to dwie niesamowite kobiety:). Bardzo pracowite, silnie i pozytywnie myślące:). Patrycja często podnosiła mnie na duchu przez ten tydzień, kiedy stresowałam się tym, że coś idzie nie tak jakbym tego chciała. Bardzo pomagały mi rozmowy z Nią. Zatem Pati jak to czytasz to dziękuję za wsparcie:) - wiele to dla mnie znaczy. 
Muszę przyznać, że taki:
widok przyprawia mnie o skurcz w żołądku i włącza zwątpienie - tym bardziej jeżeli jest tylko garstka ludzi do pracy. Jednak trzeba to przyznać - wzajemnie wspieraliśmy się w trudach i narzekaliśmy na bolące kręgosłupy;p...szczerze mówiąc mnie maruda włącza się niemiłosiernie jak jest mi źle;p. 
Jednak dziękuję usłyszane z ust mamy Joli (dziewczyny, dla której prowadzimy akcję) było bezcenne. W takich chwilach nie myśli się o zmęczeniu i bólu w krzyżu;p. 
Muszę przyznać, że mam poczucie, iż wykonaliśmy kawał dobrej roboty.
Taak...mimo wszystko pomaganie sprawia, że w mojej krwi płynie więcej endorfin niż normalnie;p, a zmarszczki, stres i nowe siwe włosy to nic. No, ale co nie zmienia faktu, że w tym tygodniu w najbardziej krytycznym momencie ratowałam się tak:
Jakoś trzeba było;p
Ale najważniejsze jest to, że dla Joli przekazaliśmy dziś ponad 6600 zł:)

20 komentarzy:

  1. Ale tych zakrętek było! Napracowaliście się, nie ma co. Ale przecież było warto :)

    Przez Ciebie zachciało mi się jeść, jak mogłaś! ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, w gruncie rzeczy każdy wyszedł zadowolony:)
      Poza tym ja taka okropna jestem, że lubię czasem znęcać się nad innymi. Nie można tylko pomagać;p. Jakaś równowaga musi być...chociaż mam nadzieję, że zaspokoiłaś swój głód;p

      Usuń
    2. No ja dzisiaj wyżyłam się na jednej kobiecie, która chciała mi się w kolejkę na badania wepchnąć i poleciało kilka niemiłych określeń w jej stronę :D

      Zjadłam mandarynki :D

      Usuń
    3. Czasem tak trzeba - ludzie potrafią być bezczelni.
      Heh...przynajmniej wybrałaś zdrowsze jedzenie niż ja;p

      Usuń
    4. Tak samo jak Ci w tramwajach, którzy patrzą z taką jakąś wrodzoną zawiścią i pogardą, że czuję się jak ostatnia szmata. Dlatego wtedy zamieniam się w tę szmatę i zachowuję, jak się zachowuję.

      Ale dziś kupiłam czipsy i znów wyjdą mi syfy i całe leczenie pójdzie się... ekhm :)

      Usuń
    5. Cóż, są ludzie, klamki i parapety - nie można sobie brać do siebie ich zachowania, ze względu na własny stan psychiczny;0
      A poza tym ja na szczęście nigdy nie mam problemów z cerą po niezdrowym jedzeniu;p

      Usuń
  2. Zacna idea !! Każda radość, którą niesiemy innym,kiedyś do nas wróci...
    przy okazji pozdrowienia dla Patrycji i dla sympatycznego kolegi D. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wygląda na to, że Patrycja już czytała moją notkę - w każdym bądź razie lubi link do tejże na fb;p, więc domniemam, że zapoznała się z treścią i pozdrowieniami już po Twoim komentarzu;) Jednakże dla pewności ją pozdrowię i sympatycznego kolegę D. również;p

      Usuń
  3. Myślę, że ta satysfakcja i radość po tym, jak komuś pomożemy jest nieporównywalna nawet z największym bólem pleców :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj tak, zresztą wstałam dziś rano w dobrym humorze i nawet nie tak bardzo "połamana" jak myślałam, że będzie;p
      Jestem dumna z tego, że to ogarnęliśmy wczoraj:)

      Usuń
  4. I ja zbieram już bardzo długo nakrętki ,wszyscy znajomi mi zbierają ,potem zanosze je do pani która zbiera je od wszystkich znajomych z osiedla i dostarcza je do rodziców dziecka dla którego zbieramy te nakrętki,jak widzisz też udzielam sie charytatywnie:):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to super:)
      W sumie ta akcja niewiele kosztuje, a można pomóc:). Mam wrażenie, że u wielu ludzi (przynajmniej z naszego terenu) zbieranie tych nakrętek to po prostu odruch bezwarunkowy;)

      Usuń
  5. Ależ ogromna kwota! Gratuluję akcji z całego serca: ) Ja również zbieram nakrętki, wkręciłam w to całą rodzinę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cieszę się:)
      W sumie to niewiele, a możemy pomóc:)

      Usuń
  6. Akcja potrzebna i godna naśladowana. Ja od dawna zbieram nakrętki dla mojego syna. Szkoła je sprzedaje i zakupują nowe sprzęty edukacyjne dla uczniów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o widzisz...też dobra idea, chociaż u nas sprzedajemy je, żeby pomóc osobom niepełnosprawnym. Np. w rehabilitacji, albo przy zakupie nowego sprzętu (w tym przypadku protezy)

      Usuń
  7. Dobra z ciebie dziewczyna :)

    OdpowiedzUsuń
  8. O kurczę, to wzruszające. Za taką akcję, to należy Ci się cała paka ciasteczek - i to bez wyrzutów sumienia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj tak - nie miałam żadnych wyrzutów sumienia;)

      Usuń