czwartek, 11 października 2012

Sharon Maas "Hinduskie zaślubiny"

Dzisiejszą pogodę za oknem mogę opisać jednym zdaniem czasem słońce czasem deszcz. Deszczowe chmury, które wiszą na niebie już od rana raczą nas raz rzęsistym deszczem, aby za chwilę łaskawie odsłonić nam słońce na kilka chwil. Jednak ja nie o tym. 

Dziś jestem świeżo po lekturze Hinduskich zaślubin, autorstwa Sharon Maas. Kiedy dostałam to opasłe tomiszcze do ręki byłam z lekka przerażona jego objętością, która wynosi 772 strony. Jednak historia zawarta na stronach tej powieści sprawiła, że nie było, aż tak źle jak się tego spodziewałam;) Ale od początku:)
Autorka opowiada nam historię trzech osób, których tajemnice wyjawia nam w miarę rozwoju fabuły. 

Poznajemy niezwykłą Savitri wychowującą się wśród służby w angielskim domu w przedwojennych Indiach. Jej życie wiedzie przez wiele burz i wyboistych dróg czego głównymi przyczynami jest wojna oraz miłość do syna gospodarzy. Sharon Maas przedstawia nam również Sarojini - bystrą i buntującą się przeciw ciasnym ramom społecznym dziewczynę, która wie czego chce i potrafi do tego dążyć. W tym towarzystwie rodzynkiem jest Nat - zabrany z indyjskiego sierocińca, który wychowuje się w wiosce u boku zamkniętego w sobie ojca.

Historia przepełniona jest jakimś takim niezwykłym ciepłem i spokojem, co działało na mnie relaksująco oraz wpuszczało nieco słońca do moich pochmurnych ostatnio dni. W kobiecych postaciach poniekąd odnajdywałam cząstkę siebie - tą buntującą się przeciw określonym zachowaniom, które są mile widziane wśród rodziny i otaczającego mnie społeczeństwa; a które nie zawsze biorą pod uwagę plany, przekonania i uczucia jednostki. Poczułam, że tak na prawdę nie jestem sama i nie tylko ja jedna czasem tupię nogą i mówię. że chcę żyć po swojemu!. Podziwiałam te kobiety za ich siłę i determinację oraz za opanowanie, którego nie traciły często wbrew temu co się działo w ich życiu. Jednak trudne doświadczenia zahartowały je, tak jak ogień hartuje stal. Mimo wszystko, ze wszystkich głównych bohaterów w powieści największą słabość miałam do Nata - często zagubionego, niepewnego swojego powołania i miejsca na ziemi, co sprawiało, że niemal przeglądałam się w tej postaci. Nat jest dla mnie najbardziej wyrazisty z nich wszystkich - z jednej strony spokojny, opanowany i dobry oraz zdeterminowany w dążeniu do celu (jeżeli ma taki, do którego właściwie chce dążyć); z drugiej potrafił być irytujący. Na szczęście moja irytacja w związku z tym bohaterem była tylko chwilowa.

Losy tej trójki w zadziwiający sposób łączą się w jedną niezwykłą historię, która jest nie tylko pełna ciepła i spokoju (tak jak napisałam to wyżej), ale także zawiera w sobie swego rodzaju mądrość, która skłoniła mnie do refleksji nad samym sobą i własnym życiem. Często zdarzało się tak, że zaznaczałam interesujące mnie fragmenty, żeby ich nie przeoczyć jak będę chciała do nich wrócić i na spokojnie przemyśleć. Jednakże bywało i tak, że irytowałam się z powodu zbyt długich opisów wydarzeń czy miejsc, które wydawały mi się zbędne i dodane na siłę - tak na prawdę do końca nie wiadomo po co. Przyznam bez bicia, że pod koniec książka dłużyła mi się niesamowicie, ale dynamika końcowych wydarzeń sprawiała, że mimo wszystko moje zainteresowanie powieścią pozostało żywe do końca. 

Komu poleciłabym tą książkę? 
Wszystkim tym z Was, którzy mają ochotę na spokojną powieść czytaną w zakątku swojego mieszkania, z kubkiem czegoś dobrego do picia ( nie pamiętam już ile kaw i kubków gorącej pitnej czekolady wyżłopałam przy tej powieści). Hinduskie zaślubiny moim zdaniem są idealne na jesienne wieczory i mogą złagodzić nieco stres nagromadzony w ciągu dnia oraz przywrócić równowagę po pełnym chaosu czasie. Zatem jeżeli macie ochotę na ciekawą, lekką i wartościową opowieść to możecie z powodzeniem sięgnąć po tą książkę.

10 komentarzy:

  1. klimaty akurat moje więc tym bardziej wydaje mi się ciekawa x]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo jest ciekawa + atut, że można się czegoś dowiedzieć o indyjskiej mentalności:)

      Usuń
  2. Ja akurat lubię się podczas lektury stresować, więc pewnie nie dla mnie, ale myślę, że tytuł warto zapamiętać - przy okazji wizyty w księgarni sprawdzę własnoocznie jeden rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w sumie ja też lubię się stresować podczas czytania, chociaż coś takiego uspokajającego jest moim zdaniem wskazane od czasu do czasu;)

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. zatem na pewno czas z nią spędzony nie będzie dla Ciebie zmarnowany:)

      Usuń
  4. Cieszę się, że trafiłam na Twoją recenzję :) Byłam ciekawa, czy warto kupić tę książkę. Teraz już wiem, że tak :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że Ci się spodoba:)
      Jest na prawdę duża szansa, że tak:))

      Usuń