niedziela, 19 sierpnia 2012

Pierre Lemaitre "Zakładnik"

Zakładnik chodził za mną, już jakiś czas. Nie dawał mi spokoju i co jakiś czas przypominał o swoim istnieniu, lub o tym, że za chwilę pojawi się w księgarniach. Zatem kiedy zaistniała możliwość, żeby ta powieść zasiliła zasoby mojej domowej biblioteczki to bez wahania skorzystałam z okazji. 
O czym jest ta książka? 


Na stronie Wydawcy możemy przeczytać taki opis:

Ponad pięćdziesięcioletni Alain Delambre jest specjalistą od zarządzania zasobami ludzkimi i od czterech lat jest bezrobotny. Wciąż szuka pracy w swojej specjalności, ale nikt nie chce zatrudnić człowieka w jego wieku. Podejmuje się zatem najróżniejszych prac, aż do dnia, gdy dostaje zaproszenie od firmy poszukującej pracownika o jego kwalifikacjach na testy teoretyczny i praktyczny. Choć żona Nicole jest przeciwna jego udziałowi w dziwnej, nie liczącej się z ludzkimi uczuciami maskaradzie, to jednak Delambre postanawia wziąć udział w pozorowanym ataku terrorystów. Od momentu przemiany symulowanego ataku w prawdziwy, losy Delambre toczą się lawinowo.


Ode mnie:
No więc...(już słyszę gdzieś z tyłu głowy głos mojej polonistki z liceum: Nie zaczynamy zdania od "No więc..."!, którym zaszczycała każdego wywołanego do odpowiedzi osobnika) Zatem muszę przyznać, że powyższa powieść rozczarowała mnie okrutnie, a główny bohater denerwował mnie tak bardzo, że nie raz miałam ochotę rzucić książką w kąt i do niej nie wracać. Jednakże ostatnio przekonałam się, że czasem powieści potrafią zaskakiwać i nie chciałam jej skreślać zbyt szybko - bo może akurat na ostatniej prostej mnie zaskoczy. Poza tym nie lubię mieć w domu niedoczytanych książek, więc siłą rzeczy czytałam dalej. 

Oto mamy przed sobą bezrobotnego, który kreuje się na wielkiego specjalistę w swojej branży (a przynajmniej ja odnoszę takie wrażenie) i nie do końca może zrozumieć dlaczego nikt do tej pory nie chciał go zatrudnić (przecież jego doświadczenie jest bezcenne!). Poza tym robi wszystko, żeby być jak najmniej uciążliwym dla swojej żony; to znaczy, że: poszukuje pracy i chwyta się każdej fuchy, która tylko się nadarzy. Jednakże dla mnie Alain Delambre (czyli główna postać w Zakładniku) to wielki egoista, który przez poszukiwanie pracy nie potrafił myśleć o niczym innym jak tylko o jej znalezieniu...a no tak, myślał jeszcze o jednym - seksie z żoną (bo tylko tak mógł się zrelaksować i zapomnieć o trudnościach życia utrudzonego poszukiwaniem pracy człowieka). To była dla mnie jakaś masakra. Tak jak skupienie się na poszukiwaniu pracy jest chwalebne, to jednak nie umiem sobie wyobrazić chociażby siebie nieumiejącej sobie zorganizować nadprogramowego czasu wolnego w inny niż tylko jeden sposób... Rozumiem, że autor być może chciał przedstawić to jaki wpływ ma na dojrzałego człowieka długotrwałe bezrobocie, które sprawia, że poszukujący pracy nie jest w stanie skoncentrować się na czymś innym niż na swojej sytuacji i może posunąć się do wielu rzeczy nie patrząc na konsekwencje (nawet jeżeli musi zrobić coś niezgodnego z prawem lub raniącego rodzinę). Jednak moim zdaniem Pierre Lemaitre przesadził, z tym, że taki człowiek nie ma w ogóle życia poza szukaniem czegoś co przyniosłoby mu jakieś pieniądze; a jego świat kończy się na kontaktach z żoną i dziećmi. Dla mnie moment, kiedy główny bohater zostaje zaproszony na test i później dalszy ciąg rekrutacji jest punktem zwrotnym w Zakładniku, ponieważ opracowuje on plan, który ma zmienić sytuację jego i całej rodziny. Mimo to w miarę rozwoju wydarzeń czułam się coraz bardziej zniesmaczona tym, w jaki sposób Delambre wykorzystuje własną rodzinę poprzez realizowanie swoich zamiarów. Oto nasz superspecjalista nie waha się grać na emocjach swojej żony i dzieci oraz nimi manipulować i szantażować emocjonalnie, żeby tylko mu pomogły (nieświadomie rezygnując jego plan): pożycza pieniądze przeznaczone na kupno mieszkania od jednej z córek, a na drugiej wymusza to, aby broniła go w sądzie (przez co ta porzuca pracę).Dodatkowo nasz główny bohater wystawia na niebezpieczeństwo nie tylko swoją żonę, ale również swoje córki; ponieważ ludzie, z którymi sobie pogrywa są w stanie wymusić na nim to czego chcą nie tylko przemocą nim samym, ale również na jego rodzinie. Jak można tak postępować łudząc się, że pieniądze, które zdobędzie wynagrodzą im wszystkie nieprzyjemne rzeczy, które im wyrządził? Do tego Delambre wykreowany jest na takiego człowieka, który potrafi oszukać dużą francuską korporację i firmę rekrutacyjną (co dziwne jeżeli jakaś postać z powieści szpera w systemach komputerowych nie trafia praktycznie na żadne zabezpieczenia). Jakoś to wszystko wydawało mi się mało realne i mocno naciągane, tym bardziej, że ludzie, którzy próbują złamać głównego bohatera wychodzą na koniec na totalnych frajerów. Moje wrażenie było potęgowane jeszcze przez to, iż miałam poczucie, że Delambre zachowuje zimną krew w skrajnych sytuacjach na tyle, żeby w miarę trzeźwo myśleć i dalej wprowadzać swoje zamierzenia w życie. Poza tym jest jeszcze coś co mnie zastanawiało. Mianowicie żona Alaina DelambreNie mam pojęcia, czy jest na świecie jakaś kobieta podobna do Nicole, która jest w stanie znieść ciągłe kłamstwa i stres spowodowany tym, że jej mąż z jej plecami coś kombinuje i jeszcze wykorzystuje do tego swoje dzieci? Rozumiem, że jeżeli kogoś się kocha można wiele znieść, ale bez przesady. Czasem mimo miłości do drugiego człowieka trzeba słuchać tego co mówi instynkt samozachowawczy (i moim zdaniem normalni ludzie powinni tak reagować). No, ale cóż, dobrze, że autor wpadł na pomysł, że takich poczynań można nie wytrzymać i na koniec żona oraz jedna z córek odwracają się od głównej postaci w powieści. Poza tym cały czas wracało do mnie pytanie o to jaki mężczyzna narazi na niebezpieczeństwo najbliższe sobie osoby, łudząc się, że po tym wszystkim będzie mógł wszystko wynagrodzić w jakikolwiek sposób? Ponad to, kto po kilku latach bezrobocia i braku  styczności z zagadnieniami z własnej branży będzie w stanie oszukać szefa dużej korporacji? Wiem, że może się wydawać, że skoro owa nieszczęsna książka skłoniła mnie do przemyśleń, to znaczy, że może nie była taka zła; jednak dla mnie irytowanie się przez całą lekturę powieści odbiera mi całą przyjemność z czytania. W końcu książki mają mnie nie tylko czegoś uczyć, ale także sprawiać przyjemność oraz relaksować, a nie drażnić. Jednakże nie mogę odmówić autorowi dobrego pomysłu i trafnego dobrania tytułu do postawy głównego bohatera. Dla mnie jest on zakładnikiem swoich ambicji i egoizmu, poprzez co skupia się przeważnie na sobie, wmawiając wszystkim dookoła (łącznie z nim samym), że robi to nie tylko dla siebie, ale również dla rodziny.
Podczas czytania Zakładnika jakoś tak automatycznie nachodziły mnie myśli, dotyczące tego, iż postawa głównego bohatera do złudzenia przypomina postawę ojca i męża, który stosuje przemoc w rodzinie lub nadużywa alkoholu. Dlaczego? Otóż dla mnie wystawianie swojej żony i córek na pastwę jakichś podejrzanych typów, narażanie ich na wiele wyrzeczeń i stresu, przy tym uspakajanie ich, że to niedługo się skończy i tak na prawdę to wszystko jest dla ich dobra; to tak jakby mężczyzna bił żonę i dzieci mówiąc im, że to jest z korzyścią dla nich (albo, że sobie na to zasłużyli)... Może to moja nadinterpretacja, ale to, że główny bohater naiwnie wierzył, iż wyrządzona swoim bliskim krzywda może zostać wynagrodzona w jakikolwiek sposób spowodowało, że nie potrafiłam wyzbyć się swoich skojarzeń. I sytuacji nie ratowało nic - nawet to, że Alain Delambre zaczął się udzielać charytatywnie. To tylko pogorszyło moje mniemanie o tej postaci - ponieważ ponownie kierował się analogicznymi motywami co wcześniej. 
Mam nadzieję, że książka, którą teraz czytam okaże się ciekawsza od poprzedniej... Póki co niestety (a może i na szczęście) Pierre Lemaitre skutecznie mnie do siebie zraził i wątpię, żebym sięgnęła po jakieś inne jego powieści. I nie przekona mnie nawet ten argument, że Zakładnik zmusił mnie do myślenia i wywołał emocje (nieprzyjemne, ale zawsze jakieś). Już wolę sięgnąć po jakiegoś sprawdzonego przez siebie autora. 

4 komentarze:

  1. Mam mieszane uczucia - z jednej strony zastanawiam się, czy w świecie rzeczywistym ktoś mógłby być aż takim egoistą? Z drugiej jednak strony... Jestem chyba trochę naiwna i zbyt mocno wierzę w ludzi.

    Książki nie czytałam, ale chyba nie jest godna zbyt wielkiej uwagi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chyba też mam ten problem, że za bardzo wierzę w ludzi. Chociaż często pozytywnie się zaskakiwałam:).
      Tymczasem mnie książka nie podeszła, a szkoda - bo akurat wydawnictwo, które ją wydało jest dobre i to jest pierwsza książka, którą skrytykowałam od nich:/

      Usuń
  2. Może to zabrzmi BRUTALNIE, ale recenzowanie książek według mnie wcale nie polega na pisaniu "pochwalnych pieśnii", lecz odniesieniu się do nich. Przede wszystkim do tego jak jest wydana (okładka, papier, czcionka, skład, zdjęcia, rysunki, itd.), a dodatkowo jaka jest jej treść (przyciąga, odpycha) i dlaczego tak to odbieramy. Myślę, że nie ma na świecie wydawnictwa, które ma same IDEALNE książki: tak samo jak nie ma idealnego człowieka czy idealnego męża, żony albo pracodawcy (tudzież pracownika).

    Słowem: NOBODY is perfect :)

    Co do "takich ludzi", to jest ich trochę ;). A perspektywa "jak on może tak robić/zyć?" jest nasza, a nie bohatera dla którego to, co przynosi korzyści jest dobre: najlepiej żeby jak najmniej właśnie od niego wymagano. To takie "prześlizganie się" przez życie za pomocą konta innych. Tak jak są osoby, które chcą zyć wygodnie, pomimo że nie robią nic w tym kierunku (więc np. coś ukradną zamiast zapracować na to), tak są i osoby, które wola realizować jedynie własne idee, a ludzi (tak, także najbliższych) traktują jak elementy WŁASNEJ układanki: jeśli mi się przydasz do tego, abym JA ułożył to co JA planuję i chcę, to jesteś dobry, a jeśli ode mnie cokolwiek wymagasz i nie pasujesz w moje ramy, to jesteś "ten zły".

    Chyba pożyczę tę książkę do przeczytania, bo chcę zobaczyć co mogło wywołać tak trudne emocje u recenzenta ;) :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc to jak książka jest wydana jest dla mnie sprawą drugorzędną. Mam wrażenie, że obecnie wydawnictwa bardzo dbają o szatę graficzną, co widać na półkach w księgarniach. Chociaż jak dostałam książki do recenzji właśnie od Muzy, to Asia pierwsze na co zwróciła uwagę to właśnie to jak są wydane, więc może coś w tym jest, żeby zacząć to uwzględniać. A książkę jak najbardziej Ci pożyczę jak będziesz chciał - myślę, że wtedy będziemy mogli wymienić poglądy co do kontrowersyjnej (jak dla mnie) postaci:)

      Usuń