wtorek, 10 lipca 2012

Stokrotki w śniegu - kilka słów o powieści

Ostatni czas jest dla mnie odkrywaniem wielu poczytnych autorów i z zadziwieniem stwierdzam, że głupia byłam, iż nie sięgnęłam do tej pory po ich książki. Jednakże najwidoczniej musiałam dojrzeć do wyciągania swoich łapek po powieści pewnych autorów, bo w ostatnim czasie zakochałam się nie tylko w C.R. Zafonie, ale również oczarował mnie R.P. Evans. Właśnie jestem po lekturze Stokrotek w śniegu autorstwa drugiego z wymienionych przeze mnie pisarzy.
Ale po kolei... 

Od Wydawcy:
Zły. Okrutny. Bezwzględny. Tyle i aż tyle można o nim powiedzieć. James Kier jest człowiekiem, który nie dba o nikogo, ani o swoją żonę, ani o syna. Liczy się tylko on.

Kiedy ginie w wypadku, wszyscy nareszcie mogą powiedzieć, co o nim sądzą. Tylko, że James żyje. A to, co słyszy na swój temat, jest dla niego szokiem. 

Postanawia się zmienić. Ale jak odzyskać miłość żony, którą opuściło się w chorobie? Jak poprosić o wybaczenie młodą matkę, którą pozbawiło się domu? I jak żyć ze świadomością, że zniszczyło się czyjeś życie?

Nigdy nie jest za późno, by zacząć czynić dobro.

Ode mnie:
Muszę przyznać, że nie mogłam wręcz oderwać się od czytania tej powieści i pochłonęłam ją przy dwóch podejściach - wczoraj wieczorem zaczęłam czytać, a dzisiejszego popołudnia skończyłam:). Tak po prawdzie nie wiem jak ugryźć wyrażanie mojej opinii o Stokrotkach w śniegu, bo wszystko co chcę o niej napisać to tak na prawdę oklepane i mało oryginalne zwroty, a poza tym moja opinia zapewne nie będzie się bardzo różnić od zdania innych moli książkowych. 
Sama powieść jest dość banalna i moim zdaniem trochę naiwna. Autor czyni z nas świadków niezwykłej i dość nagłej przemiany głównego bohatera, która jest wywołana komentarzami pod internetową wzmianką o jego (rzekomej) śmierci. Przejęty tym co przeczytał podejmuje próbę naprawienia błędów i zadośćuczynienia wyrządzonych krzywd. Z jakim skutkiem tego możecie się tylko domyślać, ale po szczegóły odsyłam was do lektury powyższej książki...
Nie wiem czy to będzie jakiś sensowny argument przemawiający na korzyść tej powieści, ale Stokrotki w śniegu są zaledwie drugą książką przy której płakałam jak bóbr i ledwo dobrnęłam do zakończenia przez te moje łzy. To niesamowite, że mężczyzna potrafi napisać coś co sprawia, że zalewam się łzami, dzięki czemu mam ochotę na więcej literackich spotkań panem Evansem. Stokrotki w śniegu to powieść lekka, łatwa i przyjemna i nie zawahałabym się jej polecić mojej mamie, która mając urlop chce sięgnąć po coś przyjemnego przy czym nie będzie musiała za bardzo myśleć, a co nie będzie kiczowate, tak jak niektóre pozycje potrafią być.
Zatem jeżeli chcecie odpocząć np. po ciężkich lekturach, albo macie urlop i chcecie przeczytać coś lekkiego polecam właśnie Stokrotki w śniegu - istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że chwile z tą książką nie będą zmarnowane (o ile chwile z jakąkolwiek książką mogą należeć do zmarnowanych;)).

8 komentarzy:

  1. Przecież faceci doskonale wiedzą jak wycisnąć z nas łzy - niczym sok z cytryny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie tak, chociaż pierwszy raz popłakałam się przez faceta ze wzruszenia;)

      Usuń
    2. "ze wzruszenia" - tylko to sprawia, że nie myślę źle o tym facecie :D

      Usuń
    3. No widzisz...przez mężczyzn też można płakać ze wzruszenia - niesamowite nie;)

      Usuń
  2. Przeczytałam na razie tylko jedna książkę tego autora,ale po Twojej recenzji wychodzi na to,ze chyba wszystkie książki są podobne - lekkie, łatwe, przyjemnie naiwnie... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. możliwe - czasem trzeba coś takiego przeczytać dla odprężenia

      Usuń
  3. Może właśnie zacznę moją przygodę z Evansem właśnie od tej książki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam - na moim stoliku nocnym czeka jedna z książek Evansa, po którą sięgnęłam właśnie dzięki Stokrotkom...
      Zatem wg. mnie to idealna książka, żeby zaprzyjaźnić się bliżej z tym autorem;)

      Usuń