wtorek, 19 czerwca 2012

Wiadomość + rewelacje z pracy ze starszą panią.

Jutro mam bardzo ważny dzień, ponieważ idę na dzień próbny do przedszkola i od tego jak się sprawdzę będzie wiele zależało. Mam nadzieję, że się uda i od września w końcu zacznę jakąś sensowną pracę! Mam blisko, bo zaledwie kilka przystanków autobusem + parę minut piechotą. Szczerze mówiąc nie mogę się doczekać jutra!
Tymczasem miałam nie mała przeprawę z babcią, którą się opiekuję.
W momencie kiedy dowiedziałam się o rozmowie o pracę powiedziałam starszej pani, że może tak być, że mnie jeden dzień nie będzie, bo istnieje możliwość, że mnie zaproszą na dzień próbny. Powiedziałam jej też, żeby zastanowiła się jak to widzi, bo ten jeden dzień nie będę mogła jej pomóc. A, że starsza pani ma swoiste podejście do życia powiedziała mi, że pomyślimy, jak już będę zaproszona na ten dzień próbny i w momencie kiedy powiadomiłam ją z odpowiednim wyprzedzeniem, że muszę ją opuścić na jeden dzień wpadła w histerię i sprawiała wrażenie, jakby miała dostać zawału serca. Zdenerwowałam się, bo obdzwoniła swoje koleżanki + ojca duchownego z powiadomieniem, że ją zostawiam od tego i tego dnia, i że ją powiadomiłam o tym nagle. No myślałam, że mnie szlag jasny trafi. Szczęśliwie mam dobry kontakt z jedną z jej sąsiadek, która szybko zażegnała nieporozumienie i sprawiła, że staruszka zdawała się zrozumieć o co chodzi. Tym bardziej, że dotarło do niej, że nie opuszczam jej na dwa tygodnie tylko na jeden dzień, w trakcie którego jedna z sąsiadek może przyjść i ugotować obiad. I wszyscy myśleli, że sytuacja jest opanowana - do dzisiejszego poranka. Ponieważ babcia, którą się opiekuję przywitała mnie obrażonym tonem i znowu przyszło mi tłumaczyć od nowa, że to przecież jeden dzień i że nie musi nikogo sobie szukać (no chyba, że chce). W każdym bądź razie w czwartek na chwilę obecną mam do niej iść. Zobaczymy jak to będzie, bo do pojutrza może się wiele zmienić...w każdym bądź razie nie żałowałabym straty takiej stresującej i mało płatnej "posady" ponieważ bardzo dużo mnie to nerwów kosztuje, a nasłuchać też się muszę:/. W każdym bądź razie na następny raz już wiem na co uważać ze starszymi ludźmi, bo wiem co może mnie czekać w pracy z nimi. Praktycznie rzecz biorąc jestem mądrzejsza o tą sytuację. Mam nadzieję, że jakoś przetrwam ten czas...a Wy 3majcie kciuki za mnie.
Póki co wierzę też w to, że przez następne dwa tygodnie nie zamęczę siebie i przy okazji Was moimi wypocinami na temat pracy...
A tymczasem na moje kojące nerwy od dawna kojąco działa muzyka:

8 komentarzy:

  1. Nie zanudzasz ,a wrecz przeciwnie ,czytając sama sie przejmuje tym co masz załatwić ,a co do ludzi starych to sama wiesz że to nie jest już zdrowy rozum ,życzę powodzenia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że nie jest tak źle jak myślałam i że się mną przejmujesz:))
      A co do starszych ludzi to w sumie masz rację - umysł często już nie ten, tym bardziej jeśli się go nie ćwiczy...

      Usuń
  2. Oj, co ty masz z tą babcią. A z tego co piszesz to nawet ta praca nie jest warta twoich nerwów. Ale pracować niestety trzeba, dlatego życzę cierpliwości i trzymam kciuki za przedszkole :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Ja też nie mam już nerwów do tej kobiety. Ale zobaczymy jak to będzie jutro, może się okazać, że już u niej nie pracuję i nie żałowałabym, bo kobieta jest na prawdę perfidna.

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Ja bym nie potrafiła tłumaczyć milion razy - i to jeszcze zupełnie niepotrzebnie - swojej decyzji.

      Usuń
    2. Wiesz tłumaczenie decyzji, jak tłumaczenie decyzji, ale kobieta przeinaczała moje słowa i to mnie najbardziej wkurzało.

      Usuń