środa, 4 kwietnia 2012

Zróbmy sobie dobrze, czyli poświęćmy sobie trochę uwagi:)

W moim życiu czekają mnie kolejne zmiany. Przede wszystkim czeka mnie przeprowadzka do większego miasta, co jest przyczyną mojego stresu, bo tym razem jadę jakby w nieznane. Nic nie jest pewne poza tym, że będę miała gdzie mieszkać i co jeść.
Przede mną zatem trudny i stresujący czas, ale mam nadzieję, że będzie też niesamowity i bogaty w jak najbardziej pozytywne doświadczenia.
Tymczasem z jednej strony w celu odprężenia się, a z drugiej w ramach przygotowań do świąt postanowiłam poświęcić sobie trochę uwagi. Poza tym, że byłam na obowiązkowej przed świętami wizycie u kosmetyczki, to pomalowałam sobie paznokcie i zadbałam nieco o twarz i włosy.
Na włosy nałożyłam sobie olejek i maskę regenerującą:

Tak tak - wiem, że maseczka jest do włosów jasnych, ale przez jakiś czas stosowałam kosmetyki do jasnych włosów, żeby trochę spłukać farbę na swoich włosach, co moim zdaniem nieco się udało. W końcu jestem teraz bardziej zadowolona ze swojego koloru włosów niż po farbowaniu. Generalnie po takim domowym zabiegu na włosy moje kłaczyska są bardziej odżywione i lśniące:)
A jeżeli chodzi o zabiegi na twarz to użyłam dwie różne maseczki nawilżające:

Pierwszą użyłam nawilżającą maseczkę z Yves Rocher (ta w tubce), a druga w obroty poszła nawilżająca maseczka z firmy FlosLek. W między czasie zrobiłam sobie peeling dłoni i wtarłam maseczkę w dłonie. Użyłam w tym celu produktu z Perfecty - którego zapach kojarzy mi się ze świętami Bożego Narodzenia.
Po takich dodatkowych czynnościach pielęgnacyjnych poczułam się bardziej zrelaksowana - o co mi chodziło, bo zrobiłam coś dla siebie:)
A Wy czy przed świętami macie czas na jakieś małe przyjemności? A może w ferworze przygotowań do świąt nie macie czasu nawet na podrapanie się w nos? Mam jednak nadzieję, że znaleźliście chwilę, na chociażby filiżankę kawy i chwilę oddechu;)
Tymczasem jutro z samego rana wymykam się na podcięcie włosów. Mam szczególną nadzieję na to, że nie będę zarzucać grzywką na świętach niczym koń;)

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Kilka słów o kremie pod oczy...

Mam niewiele czasu przed wyjściem i postanowiłam go jakoś zagospodarować w miarę przyjemny sposób tak więc piszę;p.
Jakiś czas temu stwierdziłam, że jestem już w tym wieku, w którym powinnam przykładać większą uwagę do pielęgnacji okolic wokół oczu. Zatem zaczęłam testować kremy pod oczy, których nie było znowóż tak wiele jakby się mogło zdawać.
Właśnie kończę krem firmy Nivea i chciałam napisać o nim kilka słów:
 Kupiłam go sobie jak byłam na świętach w Polsce i używałam go mniej więcej od początku stycznia. Zostało mi go tylko na kilka użyć:
Więc po zużyciu prawie całego opakowania jestem w stanie się nieco o nim wypowiedzieć. Niestety dawno już wyrzuciłam opakowanie, więc opisu od producenta nie będzie, tym bardziej, ze nie mogłam dopatrzeć się tego produktu na stronie firmy. No ale cóż...może jakoś sobie poradzimy.
Otóż ten kosmetyk sprawdził mi się w warunkach belgijskich, jak również w nieco ostrzejszym polskim klimacie. Dość szybko się wchłania, nie podrażnia i nie uczula - bardzo dobrze nawilża i nie wysusza skóry wokół oczu. Wydajność - chyba dość standardowa jeżeli chodzi o kremy pod oczy, które mają 15 ml (zaznaczam, że używałam go na dzień i na noc). Moim zdaniem ten produkt ma przede wszystkim za zadanie nawilżać skórę wokół oczu w czym się sprawdził u mnie w 100%. Jednak jak ktoś potrzebuje czegoś więcej od kremu pod oczy może nie być tak do końca zadowolony, bo np. nie rozświetli okolicy oczu - co przy moich cieniach pod oczami jest potrzebne.
Jeżeli chodzi o opakowanie.
Jest bardzo masywne i zajmuje dość dużo miejsca w kosmetyczce, co przy mojej zwiększonej mobilności jest minusem. Jednak opakowanie jest na tyle trwałe, że jest w stanie przetrwać ponad 24 godzinną podróż do Brukseli oraz taki sam powrót do Polski autokarem;p. Nic się nie rozbiło i nie rozlało, za co chwalę sobie ten produkt.
Koszt?
Ja zapłaciłam za niego ok. 15 zł.
Ja osobiście nie wiem czy wrócę do tego produktu. Osobiście zaopatrzyłam się już w coś co nawilża, rozświetla i zajmuje mniej miejsca w kosmetyczce, ale o tym może innym razem.
Wiem, że nie wszystkie moje koleżanki w moim wieku odczuwają potrzebę pielęgnacji skóry - bo nie widzą sensu, nie chcą czy nie potrzebują. I mają do tego prawo.
Ja jednak od kiedy zaczęłam bardziej dbać o swoją skórę (nie tylko w tych miejscu, o którym pisałam powyżej) zobaczyłam poprawę w kondycji mojej skóry. I czuję się z tym lepiej:). I też mam do tego prawo;))