sobota, 21 stycznia 2012

nieogarnięta

Przede mną trudny czas w życiu - czas, który będzie dalej owocował w zmiany i trudne decyzje, które niekoniecznie są zgodne z oczekiwaniami osób z mojego otoczenia, a zwłaszcza z rodziny. Wciąż mam w głowie wiele znaków zapytania co do jednej z moich decyzji, która niesie za sobą szczególne konsekwencje. Jednakże mam nadzieję, że ludzie na których mi najbardziej zależy zrozumieją i będą mnie wspierać. Co to za decyzja? Pozwólcie, że na razie (być może nigdy) jej Wam nie zdradzę, bo jest zbyt osobista, chociaż pewnie niektóre osoby mogą się już domyślać o co mi chodzi. Póki co znów zacznę od początku. Z jednej strony cieszę się, że to wszystko co ma być nadejdzie już niedługo, ale towarzyszy mi też strach i stres, bo to wszystko co będzie się dziać za chwilę w moim życiu jest sprawdzeniem nie tylko mnie samej, ale też testem dla moich najbliższych i 3mam kciuki za to, żeby dali radę i zrozumieli. 
Tymczasem mój powrót do Polski zbliża się wielkimi krokami i mam nadzieję, że z nową energią i siłą zacznę kolejny etap w swoim życiu...za tydzień o tej porze pewnie będę się powoli przymierzać do pakowania;)
Przepraszam, że tak pisałam bez ładu i składu, ale ostatnio jestem niemiłosiernie niepozbierana...mam nadzieję, że mój brak ogarnięcia zniweluje się po powrocie do domu.

środa, 18 stycznia 2012

Sentymentalnie

Odliczam już dni do powrotu do domu - każdego dnia coraz bardziej cieszę się, że wracam, chociaż mój powrót jest tak nagły i nieoczekiwany. Zamyka się właśnie niesamowity etap mojego życia - etap pełen nowych wyzwań, nadziei i zmian, który nauczył mnie doceniać siebie i innych oraz sprawił, że jestem pewniejsza siebie i bardziej otwarta na ludzi. Każdego ranka budzę się i uświadamiam sobie, że za dwa tygodnie o tej porze będę już w domu razem z moją rodziną i będę mogła spotkać się ze znajomymi:). Zacznie się nowy etap i chociaż wciąż jest wiele znaków zapytania wierzę, że będzie dobrze. Musi być dobrze - innego wyjścia nie ma. Tymczasem poniżej macie zdjęcia z moich ulubionych tras spacerowych:))
Uwielbiam ten park i ten mostek. To było jedne z pierwszych miejsc, które odwiedziłam zaraz po przyjeździe do Brukseli:)
Ten park odkryłam niedawno i przez przypadek, ale jest on na chwilę obecną jednym z moich ulubionych. Ma on w sobie coś co sprawia, że czuję się tam dobrze i się relaksuję:) Poniżej kolejne zdjęcia z tego parku:





Na pewno będzie mi brakować tego miejsca.
Jeżeli chcecie zobaczyć więcej zdjęć z Brukseli to zapraszam Was na stronę mojego bloga na Facebook >>>KLIK<<<
 Pozdrawiam i życzę Wam miłego wieczoru:)

wtorek, 17 stycznia 2012

Czyste cięcie...recenzja książki

Od tygodnia snuję się po Brukseli i układam plan, który chcę realizować po powrocie do Polski. Mam już kilka pomysłów na to co chcę robić, ale o tym będziecie się dowiadywać na bieżąco. Tymczasem wczoraj złapałam się na tym, że odliczam dni do powrotu do domu. Nie mogę doczekać się już spotkania z rodziną i znajomymi, ale na razie moje życie tutaj biegnie swoim rutynowym torem i póki co nie chce zwolnić.
Wczoraj udało mi się skończyć czytać "Czyste cięcie" Theresy Monsour:

Najpierw tradycyjnie kilka słów dot. treści:

Paris Murphy, sierżant z wydziału zabójstw St. Paul, łączy w sobie libańską egzotykę i irlandzki urok. Jest odważna, zabawna i obdarzona intuicją. Musi zmierzyć się z poważnymi wyzwaniami: zawodowe to seria zabójstw, którą rozpoczyna morderstwo prostytutki nad brzegiem Missisipi, a prywatne to jej małżeństwo z Jackiem.

Dr Michaels to człowiek bezwzględny, perfekcyjny i złożony. Dręczą go koszmary z dzieciństwa i katolickie poczucie winy. Ma nieskazitelną opinię i jest szanowany w swoim środowisku. Paris i jej partner Gabe Nash nie mogą potwierdzić swoich podejrzeń. Czas ucieka. Jeśli nie uda im się zebrać twardych dowodów, morderca uderzy ponownie…

Czy policjantom uda się powstrzymać nieobliczalnego doktora?

A teraz ode mnie: 
Ta książka czekała ładnych kilka miesięcy na to, żebym ją przeczytała i muszę przyznać, że niestety nie było się do czego spieszyć. Fakt, że czyta się szybko i jest do połknięcia, ale jest cholernie przewidywalna i w ogóle nie zaskakuje. Czekałam na jakieś wow, na coś więcej co oferowali mi już inni autorzy, ale nie nadeszło. Postać mordercy, którą znamy od początku jest jakoś wybrakowana i nieudolnie zbudowana - wciąż było coś nie tak z tą postacią. Jednakże osoby, które dopiero zaczynają swoją przygodę z kryminałami mogą po nią sięgnąć - tak na rozruch. Poza tym jeżeli ktoś szuka czegoś na zapełnienie czasu wolnego z jakąś lekką książką też można po nią sięgnąć.
Wybaczcie, że tak lakonicznie, ale wychodzę do sąsiadki na ploty;). Muszę korzystać, póki jeszcze tu jestem:) 

niedziela, 15 stycznia 2012

Podstawa makijażu na dzień dzisiejszy

Moje życie w Brukseli wymusiło na mnie pewien tryb życia, co spowodowało, że zaczęłam się malować częściej niż jak byłam w Polsce. To po części przez tutejszą wodę, która spowodowała, że na mojej twarzy pojawiło się więcej nieprzyjaciół, aniżeli pojawiało się jak byłam w domu. Na szczęście jakaś niewidzialna siła podkusiła mnie, żebym przed wyjazdem tu zaopatrzyła się w odpowiednie kosmetyki.
Aktualnie do wykonania podstawowego makijażu używam 5 kosmetyków:
 1. Lekki podkład do twarzy MaxFaktor  Xperience (mój jest o numerku 42) - nie ma dobrego krycia, odświeża twarz i wyrównuje koloryt.
2. Pan Stik z firmy Max Faktor - jest idealnym uzupełnieniem podkładu. Używam go jako korektora, żeby zatuszować zaczerwienienia i nieprzyjaciół na mojej twarzy;) Mój jest w kolorze True Beige (12)
3. Natural Bronzer with minerals z Rimmel, w kolorze 022  - odpowiedni do mojej bladej twarzy;)
4. Tusz pogrubiający rzęsy z Rimmel - nadaje rzęsom naturalny kolor:))
5. Błyszczyk z Essence z serii stay with me.

Te kosmetyki w połączeniu dają dość naturalny efekt na twarzy, bo aktualnie niczego więcej mi nie trzeba, jak tylko zamaskowania pewnych rzeczy;). Jednak muszę pamiętać o tym, żeby stosować moje kosmetyki do pielęgnacji twarzy regularnie, bo w innym przypadku używanie chociażby podkładów może sporo pogorszyć sytuację, a nie chcę przecież za bardzo straszyć ludzi na ulicy moją osobą;). Jak wrócę do Polski to muszę sobie zakupić korektor pod oczy, bo, aż rzuca mi się w oczy jego brak;p
Na dziś to chyba wszystko, zatem życzę Wam udanej niedzieli;)

sobota, 14 stycznia 2012

Czytelniczy początek roku z Panią na Czachticach

Dzisiaj skończyłam czytać pierwszą książkę w tym roku. Wiem - lenie się jak nie powiem co, ale początek roku był dla mnie dość intensywny i obciążający psychicznie. O części wydarzeń możecie przeczytać na blogu we wcześniejszych notkach, ale część pozwólcie zatrzymać mi dla siebie. Jednak ja tym razem nie o prywatnych wydarzeniach chciałam;).
Otóż kilka chwil temu udało mi się skończyć czytać Panią na Czachticach na którą "chorowałam" już od jakiegoś czasu i w końcu mogłam zaspokoić swoją ciekawość.
Autorem powieści jest: Jožo Nižnánsky, a sama książka liczy sobie ponad 600 stron, zatem cienka nie jest. Ale zanim przejdę do swojej opinii kilka słów od Wydawcy:
Barwna powieść historyczna, zbeletryzowana biografia kobiety, która przeszła do historii jako "krwawa grafka". Elżbieta Batorówna (1560-1614) pochodziła z arystokratycznej rodziny obciążonej genetycznym obłędem - wśród jej przodków i krewnych byli schizofrenicy, zboczeńcy i sadyści. Już jako mała dziewczynka uwielbiała przyglądać się egzekucjom. Gdy dorosła, jej sadyzm budził grozę - torturowanie służby, łapanych w okolicy Cyganów, przestępców czy przypadkowych osób sprawiało jej ogromną przyjemność, a zamek w Czachticach każdy rozsądny człowiek omijał z daleka. Ale prawdziwy horror zaczął się, gdy Batorówna uwierzyła, że wieczną młodość zapewnia codzienna kąpiel w krwi wytoczonej z dziewic. Przez ponad dwadzieścia lat polowała na młode dziewczęta, które ginęły w jej zamku podczas strasznych tortur.

Jozo Niznansky, "Pani na Czachticach"

A teraz ode mnie:
Książka jest napisana w bardzo lekki sposób co sprawia, że czyta się ją w szybko. Napisałabym, że czyta się ją też przyjemnie (bo momentami tak właśnie jest), ale wciąż dokuczała mi ta upiorna świadomość, że powieść jest pisana na faktach autentycznych i nie mieści mi się w głowie, że można bezwzględnie zabić tyle osób wcześniej je tak bestialsko torturując. I fakt, że wszystko skończyło się happy endem i dobro wygrało ze złem (jak to przeważnie bywa) niewiele poprawił mi nastrój. Dużo trudniejsza pod względem wszechobecności okrucieństwa była tylko książka pod tytułem Kat z Listy Schindlera, którą czytałam przed Panią na Czachticach. Tak właściwie ciężko mi się odnieść do tej powieści w jakiś konkretny sposób, bo z jednej strony ta książka jest dla mnie ciekawa ze względu na postać Elżbiety Batory, a z drugiej trochę przytłacza mnie z lekka martwa akcja, która jest czasem na tyle monotonna, że wraca się do tej powieści trochę z poczucia obowiązku skończenia książki, na którą w końcu wydało się pieniądze. Jedni uwielbiają tą powieść, a inni nienawidzą. Jednak muszę przyznać, że ja będę miała przez długi czas sentyment do Pani na Czachticach. Dlaczego? Jednym z powodów jest to, że towarzyszyła mi w wielu fajnych i trudnych momentach na emigracji...
To czy ją przeczytać zostawiam już Waszej decyzji. 

P. S. Moja prośba z poprzedniej notki jest nadal jak najbardziej aktualna:)

środa, 11 stycznia 2012

Oswojenie się ze zmianą

Już oswoiłam się z tym, że wracam do domu wcześniej niż planowałam, przez co muszę zmodyfikować swoje plany na przyszłość (przynajmniej tą najbliższą). Przetrawiłam sobie już to wszystko i zaczęłam cieszyć się z tego, że będę miała bliżej do bliskich i będę mogła częściej być z moim siostrzeńcem. Będę w domu już 31 stycznia 2012:), czyli już całkiem niedługo. 
Na początku na pewno będę musiała odespać tą całą moją Brukselę i zrobić coś dla siebie, bo później czeka mnie ponowne układanie sobie życia. Żałuję, że moja przygoda z Brukselą kończy się tak szybko, ale cieszę się, że mogłam tu być nawet tak krótko, bo niewielu ludzi ma okazję być tu tyle co ja:). Do Polski zabiorę stąd wspaniałe wspomnienia i nadzieję, że spotkam jeszcze kiedyś tych ludzi, których tu poznałam. Tymczasem powoli kończy się jeden etap mojego życia i za chwilę trzeba będzie zacząć następny. Póki co Bruksela zawsze będzie miała dla mnie smak tarty, czekolady i espresso oraz będzie pachnieć croissantami. A i oczywiście będzie mieć twarz i uśmiech przemiłej pani z piekarni;p.
Tak szczerze trochę żal mi stąd odjeżdżać, bo nie zobaczę tutejszej wiosny i lata (przynajmniej nie zapowiada się, że wrócę tu w najbliższym czasie), ale za to mam nadzieję, że uda mi się odnaleźć w swoim własnym kraju...
Nadzieja nie jest marzeniem, lecz sposobem przekształcania marzeń w rzeczywistość.
— Léon-Joseph Suenens

wtorek, 10 stycznia 2012

Projekt denko po raz wtóry.

Pobyt w Belgii nauczył mnie wykorzystywanie swoich kosmetyków do końca - przynajmniej w znacznej części. Przez ostatnie 3 miesiące zużyłam dość sporą ilość kosmetyków. 
Kremem, który udało mi się zużyć jest krem AA Therapy Oliwkowa:

o którym pisałam >>>TU<<<. Od razu zaznaczam, że zdjęcie robiłam zanim zużyłam krem na potrzeby recenzji. 
Kolejnymi kosmetykami, które zużyłam są masła do ciała:
O których pisałam >>>TU<<<

Kolejnymi kosmetykami, które udało mi się wykorzystać są:

1. Witalizujący krem pod oczy Tołpa od 25 r. ż.,
2. Dermosan - tłusty krem do twarzy i na suche miejsca
3. Nivea - kulka z serii Angel Star (ma niesamowity zapach)
4. Krem do rąk z firmy Nivea mający mi odratować skórę dłoni.

Zużyłam jeszcze dwa produkty, którym nie zdążyłam zrobić zdjęć:
1. Krem do rąk z firmy Nivea - jakiś taki odżywczo - wygładzający
2. Balsam do ust z firmy Nivea (ten taki ciemnogranatowy, który wszyscy bardzo dobrze znają).

Moim zdaniem jak na mnie to całkiem niezła ilość. Jeżeli chcecie znać moją opinię na temat któregoś z powyższych kosmetyków to dajcie znać jeżeli nie napisałam recenzji.

Bruksela powoli odchodzi do wspomnień...

Moja przygoda z Brukselą kończy się wraz z końcem miesiąca. Koniec jest tak nieoczekiwany jak i początek, ale ciężko winić za to kogokolwiek. Ostatnie tygodnie były dla mnie niesamowitym czasem, bo miałam okazję poznać to miasto z zupełnie innej strony. Bywałam w miejscach, o których nie wspomina się w telewizji i nie zwiedza się na wycieczkach:). Poza tym poznałam niesamowitych ludzi, którzy ułatwili i uprzyjemnili mi pobyt tutaj i których będę pamiętała jeszcze długo. To był bardzo niezwykły czas poczynając od początku mojego pobytu w tym mieście i nauki poruszania się komunikacją miejską, poprzez pracę do wyjść kulturowych (np. na "Między nami dobrze jest" i "Bitwa Warszawska 1920") i zwiedzanie miasta. Nigdy nie zapomnę tego jakie wrażenie wywarł na mnie Grand Plac i Łuk Tryumfalny, i jak bardzo spodobał mi się spektakl dźwięku i światła na Grand Placu. Długo będę pamiętać przemiłą panią ekspedientkę z piekarni do której chodziłam po chleb i sąsiadkę z małym upierdliwym psem. Wraz z miesiącem kończy się dla mnie niesamowity okres, a Bruksela już zawsze będzie miała dla mnie wiele "moich" miejsc. Zapowiada się więc bardzo intensywny czas i mam nadzieję, że dobrze go wykorzystam. Będę tęsknić za tym miejscem i mam nadzieję, że tu wrócę - czego sobie życzę.
Czego będzie mi brakować z Brukseli??
Ludzi, miejsc i słodyczy oraz kawy. 
Co we mnie zmienił pobyt tutaj?
Stałam się pewniejsza siebie i nauczyłam się podejmować trudne oraz odważne decyzje. 

Mam nadzieję, że pobyt tu ułatwi mi wiele rzeczy w życiu w przyszłości, a na chwilę obecną muszę przyznać, że już żal mi stąd odjeżdżać...

Nie ma zbyt wiele czasu, by być szczęśliwym. Dni przemijają szybko. Życie jest krótkie. W księdze naszej przyszłości wpisujemy marzenia, a jakaś niewidzialna ręka
nam je przekreśla. Nie mamy wtedy żadnego wyboru. Jeżeli nie jesteśmy szczęśliwi dziś,
jak potrafimy być nimi jutro?

Wykorzystaj ten dzień dzisiejszy. Obiema rękoma obejmij go. Przyjmij ochoczo, co niesie ze sobą: światło, powietrze i życie,
jego uśmiech, płacz, i cały cud tego dnia.
Wyjdź mu naprzeciw.
— Phil Bosmans

niedziela, 8 stycznia 2012

Kilka zdjęć

Żeby nie zrobiło się zbyt monotonnie chciałabym Wam pokazać trochę z miejsc, w których często bywam w Brukseli chociażby na spacerach;)
Uwielbiam ten most, który znajduje się nad ulicą przy Muzeum Tramwajów. Nie wiem co on ma w sobie takiego, że tak bardzo go lubię, ale jakoś tak wyszło;). Zdjęcie zrobione nieco po...8 rano. W Belgi dzień zaczyna się i kończy nieco później niż w Polsce.
Okolica Muzeum Tramwajów jest otoczona parkami i jeziorkami, a że lubię taką pogodę jaką teraz mamy w Brukseli nie przeszkadza mi to w spacerach:). A przy okazji często spotykamy miłe towarzystwo:
Wszelakie ptactwo w tym też łabędzie to niesamowicie ufne zwierzęta, które często podchodzą do ludzi na wyciągnięcie ręki:)
Mały skrót w drodze na przystanek tramwajowy ma swój urok i jakąś taką niezwykłą aurę szczególnie w momencie, kiedy zaczyna się ściemniać. Jednak trzeba uważać w momencie kiedy jest błoto, bo łatwo się przewrócić;p 
Na razie tyle - może pojawi się więcej jak zrobię więcej, które będą nadawały się do pokazania;]

Recenzja dwóch maseł do ciała

Od czasu mojego pierwszego pobytu w Brukseli udało mi się zużyć dwa masła do ciała, które mają być silnie nawilżające. Pierwsze z nich to ultranawilżające masło do ciała z firmy Malwa z masłem shea i z owocem goi; natomiast drugie jest z firmy Bielenda z serii "czarna oliwka". A oto jak wyglądają:
Zacznę od opisu i recenzji tego masła z Malwy.
Opis produktu:
Ultranawilżające i zapobiegające starzeniu się skóry masło do ciała Malwa, równomiernie się rozprowadza i szybko wchłania. Masło shea bogate jest w kwasy tłuszczowe oraz witaminy E i F, dzięki czemu szczególnie dobrze nawilża i natłuszcza skórę, pozostawiając ją miękką i gładką. Ponadto łagodzi stany zapalne i podrażnienia. Ekstrakt z tybetańskiego „superowocu” goji rewitalizuje oraz zapobiega starzeniu się skóry. Jagody Goji odżywiają i regenerują naskórek, gdyż zawierają proteiny, aminokwasy, minerały oraz witaminy: B1, B2, B6, C, E. Masło kakaowe nawilża, natłuszcza, regeneruje, odżywia i wygładza naskórek oraz łagodzi podrażnienia. Olej z marakui zapobiega utracie wilgoci, wygładza i zmiękcza naskórek. Zielona herbata działa antyrodnikowo i chroni skórę przed szkodliwym wpływem środowiska.

Ja go kupiłam za 8 zł. za pojemność 200 ml w drogerii Natura. Po cichu miałam nadzieję, że będzie to firma pokrewna Ziai, ale jednak się zawiodłam. Dlaczego?
Otóż producent sugeruje nam duże nawilżenie skóry co w moim przypadku jest bardzo wskazane szczególnie w okresie jesienno - zimowym. Tymczasem to masło nadaje się najwyżej dla skóry normalnej, a nie tak suchej jak moja, bo jego nawilżenie jest na prawdę minimalne. A już o używaniu tego produktu w okresie późno jesiennym i zimowym nie ma mowy. Poza tym zapach tego masła jest okropny i gdybym nie musiała liczyć się z pieniążkami i nie brała udziału w projekcie denko to bym go komuś oddała (bo nie lubię wyrzucać pieniędzy). Na szczęście skończył się już dawno i złość spowodowana jego zakupem już minęła. Na pewno już do niego nie wrócę. 

Zupełnie inaczej było z masłem do ciała z firmy Bielenda, ale zanim przejdę do rzeczy opis produktu:
Oliwkowe masło do ciała o innowacyjnej formule i ciepłym śródziemnomorskim zapachu, intensywnie odżywia i łagodzi skórę bardzo suchą, potrzebującą wyjątkowej pielęgnacji. Zaaplikowany w miejsca szczególnie przesuszone i szorstkie dociera do najgłębszych warstw naskórka, poprawia jego strukturę, intensywnie regeneruje i przywraca komfort. Odbudowuje warstwę lipidową i wzmacnia mechanizmy naprawcze oraz ochronną barierę skóry. Nawet najbardziej spierzchniętym miejscom przywraca aksamitną miękkość i gładkość, koi i łagodzi podrażnienia.
Składniki aktywne:
- Oliwa z oliwek Extra Virgin - zwana 'śródziemnomorskim złotem', symbol życia, zdrowia i obfitości. Niezwykle bogate źródło antyoksydantów, kwasów tłuszczowych Omega-3 i Omega-6, witamin oraz minerałów. Intensywnie regeneruje, wygładza, nawilża, działa przeciwzapalnie, antyrodnikowo i wzmacniająco.
- Koncentrat z liści oliwnych - pozyskiwany z niezwykle odpornych na uszkodzenia liści wiecznie zielonego drzewa oliwnego. Intensywnie ujędrnia, wzmacnia i pobudza skórę do regeneracji. Zawiera silnie skoncentrowane przeciwutleniacze, które aktywnie odbudowują uszkodzony naskórek, wzmacniają jego system ochronny, odmładzają i zapobiegają przedwczesnemu starzeniu; wygładza, uelastycznia, rozświetla.
(źródło opisu: wizaz.pl) 

 Ja go kupiłam za jakieś 11 zł za 200 ml w Rosmanie i muszę przyznać, że był miłym rozczarowaniem po poprzednim maśle do ciała. 
Plusy dla tego kosmetyku za:
  • wydajność,
  • zapach, 
  • nawilżenie - zarówno w Polsce jak i w Belgi miałam świetnie nawilżoną i wypielęgnowaną skórę dzięki temu produktowi. 
Muszę przyznać, że ostatnia szansa dana firmie Bielenda uratowała ją przed moją całkowitą niechęcią do tej firmy właśnie dzięki temu produktowi. Muszę przyznać, że chyba zaprzyjaźnię się z serią "Czarna Oliwka" bliżej w miarę możliwości:). Zatem lepiej jest trochę dołożyć niż kupić produkt, który nie spełnia naszych oczekiwań. Niestety nie mam teraz możliwości zakupienia sobie drugiego opakowania, bo w kraju, w którym teraz mieszkam ta firma jest ciężko dostępna:/, chociaż tak sobie myślę, że nawet jakbym dorwała gdzieś to masło do ciała to i tak bardziej opłaca mi się kupić je w Polsce, bo będzie taniej;p.

sobota, 7 stycznia 2012

Moja aktualna pielęgnacja włosów

Póki co nic się nie dzieje o czym warto byłoby napisać, więc chciałabym napisać coś o kosmetykach, które już zawsze będą mi się kojarzyć z Brukselą przez to, że to właśnie ich używam bądź używałam w trakcie mojego pobytu tutaj. 
Na pierwszy ogień idzie pielęgnacja włosów.

Jeżeli chodzi o szampon to pierwszym szamponem jakiego używałam w Brukseli był ten z Natei Naturals, który zakupiłam przed wyjazdem w Biedronce i o dziwo byłam zadowolona.Według danych podanych na opakowaniu posiada on ekstrakt z jagód Acaii, regenerujące ceramidy i zawiera filtry UV.  Dobrze mył włosy i nie plątał ich i ładnie pachniał. Jedynym minusem była dla mnie konsystencja - był za gęsty, przez co było trochę problemów przy nakładaniu go na włosy, ale generalnie jest ok. Natomiast obecnie używam szamponu z Garniera z serii Ultra DOUX do włosów normalnych i muszę powiedzieć, że też jestem zadowolona. Dobrze się pieni i nie wysusza włosów, poza tym nie ma tak bardzo gęstej konsystencji niż poprzedni szampon, więc jest łatwiejszy w użyciu i wydajny:)
Teraz przejdźmy do odżywki i serum, które używam i chyba pozostanę wierna tej firmie przez długi czas. Naturalnie, że chodzi o kosmetyki z Biovax'u:
Odżywka, którą aktualnie używam jest do włosów słabych ze skłonnością do wypadania. Ze względu na to, że jest w spreju bałam się, że nie będzie spełniała swojej roli, ale na szczęście ta odżywka to moja miłość niemalże od pierwszego użycia. Jest bardzo wygodna w użyciu i sprawia, że moje włosy są odżywione i łatwiejsze w rozczesywaniu:). Dodatkowym plusem jest fakt, że jest bardzo wydajna. Używam ją od początku listopada ubiegłego roku i zużyłam dopiero ok 1/3 zatem zakładam, że wystarczy mi jeszcze na cztery miesiące (no może trochę dłużej). Więc myślę, że warto. Cena? Ok. 16 - 18 zł za pojemność 150 ml. W zależności jak się trafi, ale myślę, że jak na produkt, który się kupuje raz na pół roku to całkiem przyzwoita cena. Poza tym jest do produkt wolny od parabenów i sls, co jest jego dodatkową zaletą. Jako uzupełnienie do pielęgnacji włosów używam serum wzmacniającego z witaminą A+E. Zaczęłam je używać ze względu na suche końcówki włosów i łamanie się włosów. Słyszałam i czytałam bardzo pozytywne opinie na temat tego kosmetyku, więc go zakupiłam i właśnie zaczęłam drugą buteleczkę:). Muszę powiedzieć, że już nie zauważam rozdwojonych końcówek i połamanych włosów:)). Niestety nie mogłam zmieścić maski do włosów z tej samej serii co mam odżywkę dla uzupełnienia pielęgnacji, bo to całkiem spore pudełko jest:/, ale na szczęście ta pielęgnacja włosów, którą stosuje póki co mi wystarcza:). Na szczęście:)

czwartek, 5 stycznia 2012

Znów w Brukseli

Jestem już w Brukseli od wtorku i praktycznie od razu zaczęłam żyć swoim brukselskim życiem i tutejszymi mniejszymi i większymi zmartwieniami oraz obowiązkami. Póki co usiłuję się ogarnąć po powrocie do domu i wykorzystuję ten czas również na odpowiadanie sobie na pytanie o to co dalej?
Póki co Bruksela mnie inspiruje i na swój sposób przeraża, ale też pozwala dorosnąć i dojrzeć do pewnych rzeczy i decyzji. Wiem już, że to czego doświadczam tutaj zmienia mnie w zatrważającym tempie - w Polsce te zmiany byłyby dużo wolniejsze, bądź mogłyby w ogóle nie zajść. Dlatego też postaram się wynieść jak najwięcej z mojego pobytu tutaj. 
Czego dowiedziałam się o tym znaczącym miejscu?
A no tego, że wcale nie jest lepsze ani gorsze od innych miejsc na świecie. Tutaj bieda jest bardziej widoczna, ale jak się chce można sobie tu ułożyć życie. Poza tym to miejsce uczy otwartości na innych ludzi i tolerancji wobec ich indywidualności. To jest dla mnie bardzo ważne i cenne doświadczenie...

niedziela, 1 stycznia 2012

Polub:)

Z Nowym Rokiem zaczynamy zapełniać nowymi rzeczami kolejne 12 miesięcy. Dzisiaj zaczęłam od założenia tej oto strony: >>>KLIK<<<. Umożliwi mi to wrzucenie czegoś na szybko, w momencie, kiedy nie będę miała czasu, ochoty, albo weny pisać notki. Więc zapraszam do polubienia:))
Tymczasem jutro znów wyjeżdżam w wielki świat:)