sobota, 31 grudnia 2011

Mała spontaniczna decyzja;)

Jak możecie się dowiedzieć z notki poniżej ostatni rok był dla mnie niesamowitym czasem, w którym wiele się działo, chociaż było również wiele trudnych chwil. 
Nie wiem dlaczego, ale pod wpływem impulsu postanowiłam wziąć udział w konkursie na Bloga Roku 2011.

 Mam nadzieję, że pomożecie jak zacznie się etap głosowania. Póki co trwają zapisy. Krótką informację na temat mojego udziału w konkursie znajdziecie powyżej nad napisem "Strony"
Poza tym w tym roku po raz pierwszy od dwóch lat nie wychodzę nigdzie na Sylwestra - nie dlatego, że nie mam gdzie, z kim i za co, ale najzwyczajniej w świecie z lenistwa. W końcu już pojutrze czeka mnie długa podróż.
A oto moje towarzystwo na dziś:
 A we wtorek znów przywitam się z Brukselą:). Trochę mi się nie chce jak sobie pomyślę o samej podróży, ale cieszę się na mój powrót tam:)

Małe podsumowanie

Wiem, że być może jestem już nudna, bo podobnych notek jest zapewne masa na blogach w tym czasie, ale mam taką potrzebę małego rozliczenia się z tego roku. Pewne rzeczy zostawię dla siebie, ale kilka rzeczy chciałabym napisać.  To był dla mnie dobry rok pełen niesamowitych doświadczeń, fascynujących ludzi i miejsc oraz wyzwań.
1. Koordynacja biura Centrum Wolontariatu i Inicjatyw Obywatelskich sprawiła, że zyskałam więcej wiary we własne siły - poza tym nauczyłam się radzić z kryzysowymi sytuacjami:)
2. Akcja 52 książki - już w zeszłym roku wiedziałam, że wezmę w niej udział, ale wtedy było już na nią za późno. A w tym roku z zapałem wzięłam się do czytania. Zadziwiłam samą siebie, bo nie spodziewałam się, że mogę przeczytać tyle książek w roku.
3. Podyplomówka z kryminologii - nie spodziewałam się, że poznam tylu fajnych ludzi, a z rocznych studiów zostaną mi jakieś konkretne znajomości. Mile się zaskoczyłam.
4. Stalowi Czytacze - moje dziecko, które nie miało szansy dorastać pod moim okiem. Mam nadzieję, że przetrwają.
5. Bruksela - mój nowy etap życia. Mam nadzieję, że będzie to pasmo pozytywnych zmian w moim życiu.

Jeżeli chodzi o najlepsze książki, które przeczytałam w tym roku to są nimi: 

1.  Natalii 5 Olgi Rudnickiej - po raz pierwszy tak śmiałam się czytając książkę,
2. Grizzly Adama Zalewskiego - kawał mocnej prozy, który podniósł poprzeczkę powieściom z tego gatunku, 
3.       Urzekająca. Odkrywanie tajemnicy kobiecej duszy John Eldredge, Stasi Eldredge skłania do przemyśleń mimo tego, że ma swoje wady.   
4. Atrofia L. DeStefano - bardzo ciekawy i obiecujący debiut, który zaostrza apetyt na inne ksiąski tej autorki.

Natomiast jeżeli chodzi o książki, które mnie zawiodły to są to:
1. Rodzina Węclów. Wspólnik Leny Najdeckiej
2. Nuda Antoniego Moravii

Moje własne muzyczne odkrycie roku to Raul Paz

czwartek, 29 grudnia 2011

[W międzyczasie]

Mój pobyt w Polsce mija szybciej niż się spodziewałam i nie zdążę ze wszystkim co sobie zaplanowałam jednak i tak mimo wszystko jestem zadowolona z pobytu. Wczoraj byłam z kuzynką na zakupy w mieście, w którym kończyłam swoje pierwsze studia i muszę powiedzieć, że pobyt był udany. Maraton po sklepach przerwałyśmy pobytem w Kawiarni Dominikańskiej, w której jeszcze nie miałam okazji być mimo tego, że wybierałam się do niej już parę lat. Zatem jedna wypiła kawę, druga czekoladę, a wszystko to przegryzłyśmy pyszną kremówką:)

Miejsce jest bardzo przyjemne i jasne. Można chwilę posiedzieć, odpocząć i porozmawiać - nam udało się chwilę odetchnąć przed dalszą bieganiną. Zakupy też się udały i nie chcę nawet myśleć ile wydałam tamtego dnia:/. Miło było znowu chodzić po tak bardzo znanych mi ulicach i mijać miejsca, które budzą tyle wspomnień i tak dobrze się kojarzą...a torby z zakupami zapełniły prawie cały stół u kuzynów w pokoju;) Tymczasem coraz bardziej ja i moje otoczenie odczuwa zbliżający się termin mojego wyjazdu. Jutro lecę pozałatwiać kilka drobiazgów;). 

wtorek, 27 grudnia 2011

AA THERAPY Oliwkowa - krem na dzień, kilka słów

Dzisiaj dla odmiany chciałabym napisać o czymś innym niż Święta i pobyt w Brukseli, chociaż po części wiąże się to z moim zamieszkaniem w Belgi.
Otóż chcę napisać kilka słów o kremie do twarzy, którego używałam przez cały swój pobyt w Brukseli.
Chodzi mi o krem do twarzy z firmy AA z serii THERAPY Oliwkowa. 

Opis produktu:
Jest to krem na dzień zalecany do pielęgnacji skóry wrażliwej i skłonnej do alergii. Zawiera wyciąg z liści oliwki, który ma skutecznie regenerować skórę i zapobiegać jej fotostarzeniu. Natomiast olej z avocado ma za zadanie pielęgnować i odżywiać skórę, a alantoina łagodzić podrażnienia. Producent podaje również, że produkt jest testowany na osobach z chorobami alergologicznymi skóry, nie zawiera barwników i nie podrażnia spojówek. Poza tym ma hypoalergiczną kompozycję zapachową i posiada pH neutralne dla skóry.


Kilka słów ode mnie:
Przed wyjazdem do Brukseli skusiłam się właśnie na ten produkt ponieważ nie wiedziałam jaki tam będzie klimat. Wprawdzie słyszałam, że jest tam cieplej niż w Polsce, ale na warunki pogodowe i atmosferyczne nie składa się tylko temperatura. I w sumie trafiłam dobrze. Cieplej to może i jest, ale jest też wilgotno i lubi popadać oraz trochę powiać. Poza tym w wodzie mają wapń (poprawcie mnie jeżeli to nie on osadza mi się na naczyniach i garnkach). Moja skóra była więc narażona na lekką zmianę klimatu i działanie innych niż w mojej Ojczyźnie warunków pogodowych. Muszę powiedzieć, że sprawował się całkiem nieźle - nawilżał i odżywiał moją skórę, jednak nie łagodził zaczerwienień na mojej skórze (niestety:( )
Krem ten ma lekką konsystencję i łatwo się wchłania, więc spokojnie sprawdzi się pod podkład. Aha - nie nadaje się do bardzo suchej skóry, bo nie nawilża moim zdaniem na tyle dobrze, dlatego też na zimę mam już zakupiony inny - mocniej nawilżający krem. Jednak na taki okres wczesnojesienny, albo na łagodną jesień może się sprawdzić.
P.S. Mam już własny aparat, więc zapewne pojawią się pierwsze zdjęcia z Brukseli po nowym roku:)

niedziela, 25 grudnia 2011

pierwszy post z Polski:)

Wieczorem przed Wigilią przyjechałam do Polski na Święta. Nie mogłam się doczekać spotkania z rodziną, a zwłaszcza z nowo narodzonym siostrzeńcem. Mały jest niesamowity i jest najfajniejszym siostrzeńcem na świecie;).
Poza tym wczoraj widziałam się już z częścią rodziny i niestety mój pierwszy chrześniak mnie nie poznał:( - w końcu nie było mnie ze 2 miesiące, więc mogę mu to wybaczyć. Poza tym kiedy dałam mojej babci mały upominek z Belgi to jej radość stała się rzeczą bezcenną:). Miło widzieć taką reakcję na nawet skromny prezent:).
Tymczasem czeka mnie jeszcze kilka dni w Polsce - mam zamiar je odpowiednio wykorzystać:)

wtorek, 13 grudnia 2011

Atak w Liege - kilka słów o wydarzeniu z miejscowości nieopodal.

>>>KLIK<<<
Liege podobno leży jakieś 90 km. od Brukseli i nie udało mi się uniknąć życia tym wydarzeniem. O takich atakach zwykle słyszy się w telewizji i po pewnym czasie zapomina. Jednak zupełnie inaczej przeżywa się to jak rzecz dzieje się nieopodal. Kiedy dowiedziałam się o tym, że był jakiś atak w mojej głowie od razu pojawiły się czarne scenariusze - w końcu mieszkam w bardzo ważnym dla Europy miejscu. Jednak podobno Bruksela jest spokojnym miejscem i tak też było przez czas w którym tu mieszkam. Poza tym rozmawiałam już ze znajomą na ten temat i powiedziała, że takie rzeczy nie miały tu miejsca, od kiedy tu mieszka a żyje tu już spory kawał czasu. Jednak mimo wszystko stres był, chociaż wiedziałam, że sprawcy/sprawcy są ujęci. Dopiero później okazało się, że koleś, który rzucał granatami w ludzi popełnił samobójstwo. Muszę powiedzieć, że ulżyło mi, kiedy dowiedziałam się, że nie ma się czym martwić, ale nieodmiennie budzi przerażenie fakt, że są zabici i wielu rannych (w tym dzieci). To bez sensu, że przez czyjąś lekkomyślność tak wielu ludzi musi cierpieć.
Tymczasem Bruksela żyje swoim rytmem i nawet obecny w tyle głowy strach, że np. mógł być pościg za sprawcą przez Brukselę już dawno opadł. A jutro nowy dzień i nowe wyzwania. Mam nadzieję, że będzie już tylko lepiej:)

niedziela, 11 grudnia 2011

Weekend w Brukseli:)

Po powrocie do domu próbowałam Wam napisać notkę z wieczoru jaki spędziłam z moimi sąsiadkami, jednak niechcący tekst mi się skasował i byłam nie tyle zła, co zrezygnowana i położyłam się spać, bo nie chciało mi się pisać tego jeszcze raz w środku nocy.
Otóż wczoraj wybrałyśmy się na Grand Place na pokaz światła i dźwięku, bo mając tam tak blisko byłoby grzechem ciężkim się nie wybrać. Na początku zobaczyłyśmy szopkę, która była bardzo dużych rozmiarów. Na tyle dużych, że wygospodarowano odpowiednie miejsce dla dwóch żywych owieczek, co nas rozwaliło niesamowicie:) (zwierzątka naturalnie miały odpowiednie warunki:)). Na środku placu stoi już duża choinka, wokół której była postawiona scena, na której tańczyli artyści wymachując linkami z przywieszonymi do nich ognistymi obręczami. To było coś pięknego. Następnie zaczął się właściwy pokaz światła i dźwięku, gdzie odpowiednio ustawione lampy oświetlały plac i budynki wokół oraz niebo w rytm muzyki.Jeżeli chcecie mieć wyobrażenie o tym co się wczoraj mogło dziać to >>>klik<<<. Wprawdzie to nie jest wideo z wczoraj, ale odbywało się to na tej samej zasadzie. Dla mnie to było niesamowite przeżycie i mogłam tam tak stać, aż zgasną światła i muzyka przestanie grać. Jednak na nas tego wieczoru czekało jeszcze coś - świąteczny jarmark, na którym można było kupić wiele produktów z różnych krajów świata. Ja byłam na takim czymś po raz pierwszy i oczy miałam jak pięciozłotówki! Po drodze na plac św. Katarzyny stwierdziłyśmy, że musimy poszukać ubikacji! szybko przemknęłyśmy między stoiskami na placu dotarłyśmy do ubikacji i wróciłyśmy zahaczając o budkę z churros, które w smaku są praktyczne takie same jak oponki. Kiedy już po naszym spacerze wylądowałyśmy na stacji metra do moich uszu doszła muzyka klasyczna, a kiedy usłyszałam Marsz Torreadorów to po prostu mnie rozwaliło;). W domu byłyśmy gdzieś w okolicach północy:), a dzisiaj rano musiałam zwlec się z łóżka, żeby dotrzeć przed 11 do kina na "Bitwę Warszawską 1920". To co zobaczyłam dało do myślenia, przerażało i wzruszało. Muszę przyznać, że będąc tutaj w jakiś magiczny sposób jeszcze bardziej czuję związek ze swoim krajem - ułatwia mi to dodatkowo prezydencja Polski w UE, ponieważ dzięki temu mogę mieć tu jakąś namiastkę swojej kultury. Dzisiejszy seans był premierą w Brukseli i na nią przyjechali: scenarzysta, producent, kompozytor i jakaś piosenkarka jazzowa, która też współpracowała przy filmie. Powiedzieli do nas kilka słów i rzucili kilkoma żartami, ale i tak mimo takiego skromnego spotkania to było fajne zobaczyć na żywo osoby, które miały wkład w powstanie filmu. Muszę powiedzieć, że Borys Szyc powalił mnie na łopatki swoją rolą.

poniedziałek, 5 grudnia 2011

Kawał sztuki, czyli "Między nami dobrze jest"

Korzystając z prezydencji Polski w UE uczestniczę w różnych wydarzeniach kulturowych w Brukseli z racji tego, że jest tu teraz tego mnóstwo.   4 grudnia 2011 (niedziela) wybrałam się z moimi sąsiadkami do teatru na spektakl "Między nami dobrze jest" Doroty Masłowskiej. Czego on dotyczy?  Otóż opowiada o naszym narodzie, o tym jacy jesteśmy i jak myślimy. "Między nami dobrze jest" to trudny w odbiorze obraz, bo jest w nim skumulowane wiele naszych cech, kompleksów i uprzedzeń. Jest w nim dużo prawdy, bo Autorka "Między nami dobrze jest" i Twórcy spektaklu o tym samym tytule w genialny sposób ukazują, że nie umiemy dostrzegać dobrej strony naszej rzeczywistości i często doszukujemy się dziury w całym zamiast usiłować zmienić swoje otoczenie. Wprawdzie jest też ukazana bieda i to jak funkcjonują osoby z dysfunkcjami społecznymi, ale ukazana jest też sytuacja ludzi, którzy zdawałoby się, że odnieśli sukces, ale i on potrafi mieć swoje drugie dno. Ciężko jest mi pisać o tym co zobaczyłam, bo złożoność powyższego widowiska sprawia, że jeszcze tak do końca tego nie przetrawiłam i chyba nawet jeżeli to zrobię, to i tak opisanie spektaklu mnie przerośnie. Ja pokładałam się momentami ze śmiechu słuchając pewnych tekstów, ale na końcu się popłakałam, bo "Między nami dobrze jest" przypomniało mi jak bardzo nie doceniałam swojego kraju i tego, że udało mi się w Nim urodzić i wychować. Być może odebrałabym inaczej to co zobaczyłam, ale będąc na emigracji zapewne ten spektakl nabiera nową formę.
Po zakończeniu spektaklu było przez chwilę cicho, a później brawa nie mogły ustać, a aktorzy kilka razy wychodzili do publiczności się kłaniać. Takie brawa się Im należały, tym bardziej, że jedna z aktorek dzień wcześniej złamała nogę i zagrała!!! Naturalnie wiele rzeczy improwizowano, ale wyszło im niesamowicie. Wszystkie byłyśmy pod wrażeniem talentu aktorów i przez długi czas dyskutowałyśmy na temat swoich przemyśleń.
A co później? Pita zakupiona w miejscowym barze i trochę wina na lepszy sen;). W efekcie zasnęłam dzisiaj ok 1 w nocy, a po 6 obudziłam się, żeby zacząć wykonywać swoje normalne obowiązki.
Poniżej jeden z cytatów ze sztuki:

„RADIO: W dawnych czasach, gdy świat rządził się jeszcze prawem boskim, wszyscy ludzie na świecie byli Polakami. Każdy był Polakiem, Niemiec był Polakiem, Szwed był Polakiem, Hiszpan był Polakiem, Polakiem był każdy, po prostu każdy każdy każdy. Pięknym krajem była podówczas Polska; mieliśmy wspaniałe morza, wyspy, oceany, flotę, która po nich pływała i odkrywała wciąż nowe, również przynależące do Polski kontynenty, był między innymi znany polski odkrywca Krzysztof Kolumb, którego potem oczywiście przechrzczono na Christophera czy innego Chrisa czy Isaaka. Byliśmy wielkim mocarstwem, oazą tolerancji i multikulturowości, a każdy nieprzybywający tu z innego kraju, bo ówcześnie jak już wspominaliśmy ich nie było, był tu gościnnie witany chlebem i solą... Ale skończyły się dobre czasy dla naszego państwa. Najpierw odebrano nam Amerykę, Afrykę, Azję i Australię. Niszczono polskie flagi i domalowywano na nich inne paski, gwiazdki i inne esy-floresy, język polski urzędowo pozmieniano na frymuśne obce języki, których nikt nie umie i nie zna, a jedynie ludzie, którzy nimi mówią tylko po to, żebyśmy my Polacy go nie znali i nie rozumieli, i czuli się jak ostatnie szmaty...”  
Dorota Masłowska "Między nami dobrze jest"


Podobno są tacy, którzy twierdzą, że ta historia jest o niczym - dla mnie Ci ludzie są albo mało wrażliwi na awangardowe dzieła z przekazem, albo mało inteligentni. Niestety taka prawda, bo ciężko nic nie wynieść z tej sztuki...
A w najbliższą Niedzielę idę na premierę Bitwy Warszawskiej:D...mają być realizatorzy, zatem spodziewam się, że będzie zajebiście;)). Szkoda, że nasza prezydencja w UE się już kończy:(

niedziela, 4 grudnia 2011

udało się:)

Tak sobie pomyślałam, że bardziej szczegółowe podsumowanie akcji 52 książki zrobię między świętami a Sylwestrem, więc na razie tak tylko ogólnie:)
Nie sądziłam, że uda mi się zmobilizować i przeczytać tyle książek w ciągu roku, ale dałam radę:). W sumie jestem z siebie strasznie dumna i mam nadzieję, że w przyszłym roku też będzie przynajmniej 52 książki. Ale czy to oznacza, że to koniec czytania przeze mnie książek w tym roku?? Otóż nie:D.
Dzisiaj zaczęłam czytać książkę pt. Kat z listy Schindlera Zbrodnie Amona Leopolda Götha autorstwa Johanesa Sachslehnera. Moją uwagę na tą książkę zwrócił Kasiek i zakupiłam sobie ją w promocji jak była promocja w Empiku 3za2 czy jakoś tak:) Długo nie mogła doczekać się swojej kolei, ale w końcu przyszedł na nią czas i jestem jej strasznie ciekawa.
Poza tym na półce czekają jeszcze:
Ann Patchett i Belcanto
Vladimir Nabokov i Lolita
oraz
Jožo Nižnánsky Pani na Czachticach
Nie wiem ile z tych książek uda mi się przeczytać w tym roku (w sumie już niewiele go zostało), ale mam nadzieję, że liczba przeczytanych będzie większa niż 52:)
Tymczasem życzę Wam miłej Niedzieli:)

sobota, 3 grudnia 2011

Nostalgicznie

Dzisiaj znów mam tak jakoś nostalgiczny humor, a że muzyka często towarzyszy mi w takim nastroju teraz nie mogło być inaczej.
A oto dwa kawałki, które nie mogą się ode mnie dziś odczepić:




Jeszcze 3 tygodnie i święta:D

piątek, 2 grudnia 2011

Strajk krajowy

Dzisiaj w Belgi mieliśmy strajk krajowy. W sumie myślałam, że Bruksela będzie sparaliżowana, ale tak nie było. Miałam szczęście, bo metro dojeżdżało do mojego przystanka na którym przesiadam się w tramwaj, ale nie jeździło ok. połowy moich tramwajów i  był niesamowity ścisk, więc ciężko było w ogóle wejść do tramwaju. Dodatkową oznaką tego, że jest strajk było to, że dopilnowano, żeby wszyscy wysiedli na danej stacji. Pan w garniturze i z czerwoną wstążką, i kulturalnie przypomniał o tym, że ty trzeba wysiąść. Na szczęście żyję i mam się dobrze:). Jakoś ogarniam się z klaustrofobią i lękiem przed tłumami - innego wyjścia nie mam.

czwartek, 1 grudnia 2011

okołoświątecznie

Już niedługo mija miesiąc od mojego przyjazdu do Brukseli. Normalnie nie wiem, kiedy on mi minął. Tymczasem wszyscy wokoło coraz częściej zaczynają mówić o świętach, więc udzielił mi się nastrój radosnego czekania na świąteczny urlop w Polsce. Już mam 10 tys planów na ten czas, ale zapewne nie będę mogła ich wszystkich zrealizować:/  Tymczasem na mojej ulicy pojawiły się dzisiaj świąteczne dekoracje:D. Niestety nie mogę Wam ich pokazać, bo nie mam tu ze sobą aparatu:(. Jednakże najbardziej urzekły mnie niebieskie i czerwone lampki na drzewach. Jakoś tak poprawiły mi nastrój.   Poza tym powrót do domu metrem umilili nam (mnie i innym pasażerom) dwaj muzycy - jeden grał na skrzypcach, a drugi na harmonii. Gigantyczny uśmiech na twarzy pojawił się, kiedy zagrali "Kalinka maja" i kałasznikowa;).   A jutro mamy krajowy strajk...ciekawa jestem jak będzie wyglądała jutro komunikacja miejska.