wtorek, 25 stycznia 2011

okiem koordynatorki:)

Dzisiaj miałyśmy pierwszy spokojny dyżur w naszym wolontariackim biurze.
Do tej pory jakoś zawsze coś się działo - jak nie wywóz nakrętek, to pakowanie nakrętek, albo jakaś inna sytuacja wymagająca nagłego (albo i nie) pojawienia się w biurze CW ekipy 3mającej władze. Zacęło się prozaiczne życie koordynatorek CW, czyli papierkowa robota i praca nad aktualizacją wolontariuszy. Reszta póki co robi się sama. Każdy aktywny wolontariusz wie za co jest odpowiedzialny, a kontakt w razie czego mamy bardzo dobry.
Zatem póki co jest stabilnie i już nie ma mnie tam (domyślnie w biurze CW) codziennie. Teraz kiedy sytuacja wydaje się opanowana wolontariat staje się coraz większą radością i azylem, w którym czuję się coraz bezpieczniej.
Dla mnie wolontariat stał się częścią życia. Dzięki niemu mogę mieć Boże Narodzenie codziennie, bo każdego dnia mam styczność ze wspaniałymi ludźmi. Wolontariat sprawił, że pewne rzeczy stały się dla mnie natyle codziennością, że niechcący zaczęli mnie otaczać ludzie, którzy robią coś dobrego w swoim życiu, albo są tym zainteresowanie. Nieoczekiwanie ludzie z roku zaczęłi zbierać mi nakrętki, interesować się tym jak mogą pomagać i generalnie cokolwiek więcej robić w swoim życiu:). Poza tym wielu moich znajomych jakoś zaraża się pomaganiem. To dobrze, bo to znaczy, że świat jednak nie zszedł na psy:). A dzisiaj mój dzień kończy się łagodnie w rytmie:
en la ciudad

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz